niedziela, 21 września 2014

CHAPTER 10: But I bet you if they only knew, they will just be jealous of us...

-I podania w parach! Kozłem przez salę i dwutakt! Na przemian, ruchy, ruchy!- poganiała nas trenerka. Szybko złapałam za najbliższą piłkę i rzuciłam do Scarlett. Dziewczyna odbiła ją o podłogę w moją stronę, przesuwając się w stronę kosza. Odrzuciłam z powrotem, a Scarlett zrobiła dwa przepisowe kroki i pięknym ruchem umieściła piłkę w koszu. Ominęłyśmy pozostałe pary i bez słowa wróciłyśmy na początkowe miejsce, żeby zacząć ćwiczenie od początku.
Od kilku dni ze sobą nie rozmawiałyśmy. Scarlett nie chciała poruszać tematu balu, przez co nie siadała z nami na stołówce. Dani i Eleanor stale komentowały imprezę, bo nasza grupowa "informatorka" miała coraz to nowe ploteczki o uczniach i ich przebraniach. "Na szczęście żadna z nich nie wypytywała mnie już o Diabła..." pomyślałam. Złapałam piłkę i szybko wykonałam perfekcyjny dwutakt. "Przynajmniej mogę się wyżyć na boisku." Scarlett przejęła piłkę i wróciłyśmy znów na pozycje wyjściowe. Zabrzmiał gwizdek.
-Dobra, starczy!- wrzasnęła trenerka.- Dzielimy się na drużyny i gramy! Katie i Anabell, wybierajcie składy.
Trafiłam do drużyny Katie, a Scarlett znalazła się w grupie Anabell. Kolejny dźwięk gwizdka i zaczęłyśmy grę. Raven podała do mnie. Przejęłam piłkę i pokozłowałam w stronę kosza przeciwnej drużyny. Przede mną stanęła Sue. Osłoniłam się jedną ręką i odbiłam do Katie. Piękny wyskok i dwa punkty dla nas. Skupiłam się maksymalnie na grze, żeby nie myśleć o ostatnich wydarzeniach. "I tak masz to ciągle w głowie. Zayn był twoim Diabłem..." Wytrącona z równowagi nie złapałam piłki i trafiła ona do rąk Scarlett. Cholera. Jesteśmy punkt do tyłu. "Nie myśl o niczym, tylko o grze. Skup się!"
-Sorset, co jest?! Do roboty, nie stój jak kołek!- nauczycielka też postanowiła mnie obudzić. Zerwałam się do biegu i zaczęłam blokować jedną z zawodniczek, której imienia nie pamiętałam. Niestety, nieudolnie. Piłka prześlizgnęła mi się między rękami i kolejne punkty zdobyła drużyna Anabell. "A niech to!"
Kolejne minuty meczu były coraz gorsze. Równie dobrze mogłam nie przychodzić na trening. Jeszcze ten katar. Zatkany nos i zatoki nie pomagają w grze. Tylko dzięki innym dziewczynom nasza drużyna nie była bardzo do tyłu. Wreszcie trenerka dała upragniony sygnał do zejścia z boiska. "Jeszcze trochę, a padłabym na parkiet i nigdy nie wstała." Powlokłam się do szatni pod prysznic. Zimna woda na przemian z ciepłą rozluźniła moje zmęczone mięśnie. Nie mam pojęcia, ile się chlapałam, ale gdy wróciłam do głównego pomieszczenia szatni, siedziało tu tylko trzy dziewczyny. W tym Scarlett. "To jest dobry moment. Najwyższa pora, żeby pogadać o paru sprawach..." Schowałam ciuchy do reklamówki, wcisnęłam ją do torby i stanęłam nad Scarlett, która mozoliła się z wiązaniem sznurówek.
-Ekhem.- odchrząknęłam głośno. Dziewczyna podniosła głowę, ale zaraz z powrotem ją opuściła. Wsunęła sznurówki do środka adidasów i wstała z ławeczki.- Nie uważasz, że powinnyśmy pogadać?
-Spieszę się, Jen.- wzięła torbę i skierowała się do wyjścia z szatni. Pobiegłam szybko i stanęłam przed nią, blokując przejście.
-Scarlett, co się dzieje? Unikasz mnie od prawie tygodnia! Chodzi ci o niego?
-Jen, ja naprawdę...- próbowała mnie wyminąć, ale jej się nie udało.
-Nie, Scarlett. Powiedz mi. Proszę.- spojrzała mi prosto w oczy. "Zdradzi, co się stało, czy nie?"
-Jennifer, nie teraz. Ja... Ja naprawdę nie mam siły o tym gadać.- odsunęła mnie lekko na bok i popędziła w stronę swojej szafki. "Co się dzieje? Co kiedyś łączyło Scarlett i Nialla?"
Niechętnie ruszyłam na pierwsze piętro po kurtkę i szalik. Na schodach minęłam się z Zaynem. Spuściłam głowę i pozwoliłam, by przeszedł koło mnie bez słowa. "Scarlett unika mnie, a ja unikam Zayna. Jak ognia. Istne błędne koło." Ciekawe, czy on to zauważył. Na pewno. Wreszcie nikt mu się nie narzuca. Stanęłam przed swoją szafką i otworzyłam ją. "Kurteczka, szalik i do domu..." Ubrałam się szybko i wybiegłam przed szkołę. Parking był prawie pusty, nie licząc pojedynczych samochodów, które na bank należały do nauczycieli. "A czego się spodziewałaś? Przecież jest piątek, czyli weekendu początek. Założę się, że połowa ludzi z naszej budy już leci na imprezę. A ja? Jak jakaś sierota do domu." westchnęłam w duchu. Powoli wlokłam się w stronę kościoła, pociągając nosem. Świeże powietrze nic nie pomogło na zapchane zatoki, wcale nie oddychało się lżej. Kiedy ten katar się skończy? "Nigdy." pocieszyła mnie podświadomość. Spoko.
-Jim?- krzyknęłam, wchodząc do domu.- Jesteś?!- odpowiedziała mi cisza. Czyli chyba siedzi w kościele. Albo pojechał do kurii. Miał załatwić organistę do kościoła. Przeszłam do kuchni i rzuciłam torbę na jedno z krzeseł. Sięgnęłam do wiszącej szafki i wyciągnęłam opakowanie wapna musującego. "Błagam, odetkaj się!" prosiłam w myślach swój nos. Czułam się makabrycznie. Może nie powinnam była iść na trening... Taa, to już totalnie bym zwariowała. Potrzebowałam ruchu, a koszykówki za nic bym nie odpuściła. Wypiłam kwaśną, szczypiącą w gardło zawartość szklanki. Zerknęłam do lodówki. "Co my tu mamy... To, że mam upośledzony zmysł węchu i smaku, nie znaczy, że nie jestem głodna." Wyjęłam pojemnik z zapiekanką z sera, makaronu i warzyw. Nałożyłam solidną porcję na patelnię i zaczęłam podgrzewać.
-Jenny? Wróciłem!- trzasnęły drzwi wejściowe i do kuchni zajrzał Jim.- O, obiad. Ja też poproszę.- bez słowa dołożyłam na patelnię więcej zapiekanki. Brat poszedł do łazienki, żeby umyć ręce. Za chwilę wrócił, pryskając naokoło kropelkami wody.- Ale głodny jestem!- zatarł ręce i usiadł przy stole.- Co się nie odzywasz?
-Jestem przeziębiona.- odpowiedziałam przez zatkany nos. Jim zmarszczył brwi.
-Niech zgadnę. Polazłaś na trening kosza, spociłaś się, wzięłaś prysznic i wyszłaś od razu na dwór.- skinęłam głową, stawiając przed nim talerz.- Chryste, Jenny! Przecież ci się pogorszy!
-Nic mi nie będzie.- klapnęłam na krzesło i sięgnęłam po widelec.- Smacznego.- przez chwilę jedliśmy w ciszy.
Zastanawiałam się, czy pogadać z Jimem o TEJ sprawie. W sensie o balu. "I o pocałunku. Zwłaszcza o pocałunku!" Jasne, zaraz zacznie gadkę o sumieniu i tak dalej, ale też będzie mógł mi doradzić. Jak brat. "Jak brat... To jest to!"
-Jen?- podniosłam głowę znad talerza. Jim patrzył na mnie skonsternowany.- Pytałem, jak było na tym treningu, ale ty bujasz w obłokach, a przed chwilą uśmiechnęłaś się jak obłąkany morderca.- mimowolnie parsknęłam śmiechem.
-Jim, muszę z tobą o czymś pogadać.- oznajmiłam, gdy już powstrzymałam śmiech.- To znaczy, powiedzieć ci o czymś.- uniósł brwi i uśmiechnął się lekko.
-Co zbroiłaś?- nabrał sporą porcję zapiekanki na widelec i włożył do ust.
-Zanim ci powiem, musisz mi obiecać, że najpierw zachowasz się jak brat, a dopiero potem jak ksiądz.
-Chyba nie bardzo rozumiem...- odparł powoli. Westchnęłam ciężko i odsunęłam od siebie talerz.
-To proste. Na to, co zaraz usłyszysz, masz zareagować jak brat, a dopiero potem zwymyślać mnie jak najlepszy kaznodzieja.
-Okeej?- zdziwiony odłożył widelec i oparł się łokciami o stół.- Brat, potem ksiądz. Chyba załapałem.
-Dobra.- wzięłam głęboki wdech.- Na balu halloweenowym w szkole całowałam się z chłopakiem przebranym za diabła, a potem okazało się, że to Zayn.- wypaliłam. Jim wybałuszył oczy.
-Co...? Znaczy... Em, czekaj, jak brat.- zastanowił się chwilę i za sekundę zagwizdał pod nosem.- Siostra! To pojechałaś po bandzie!- zaśmiał się, ale zaraz spoważniał.- Mogło być?
-Powinieneś zostać aktorem.- mruknęłam, z trudem opanowując śmiech.
-Okej, teraz na poważnie. CO?! Czemu się dowiaduję dopiero teraz?!
-Bo jakoś... Bo... Nie wiem, okej?- zakryłam twarz dłońmi.- Nudziłam się, więc wyszłam na dwór. Możliwe, że wtedy załapałam ten katar. On wyszedł po jakimś czasie i zaczęliśmy gadać. Było super, w ogóle nie przypuszczałam, że to mógłby być Zayn. Poprosił mnie do tańca i się zgodziłam. Akurat leciała wolna piosenka i było tak romantycznie... I w pewnym momencie po prostu spojrzeliśmy sobie w oczy i...
-I?- popędzał mnie Jim.
-No... I się pocałowaliśmy. Ale zaraz się zorientowałam, że wcale go nie znam i uciekłam.- dodałam szybko. Podniosłam wzrok na Jima, ale miał minę nie do odgadnięcia. Zero emocji, czysta obojętność i skupienie. "Pewnie już obmyśla, jaki grzech popełniłam..."
-I co dalej?- spytał i wziął kolejny kęs zapiekanki. "On może jeść w takim momencie?"
-Parę dni temu dowiedziałam się, że to był Zayn. Nie pytaj, jak. Musiałam gadać z paroma osobami, żeby mieć pewność.
-Iiii... Czego ode mnie oczekujesz?- przesuwał widelcem po talerzu, żeby zebrać resztki zapiekanki.
-Żebyś mi coś poradził. Zayn mnie nie cierpi i unika jak ognia na każdym kroku. Teraz ja robię to samo, znaczy uciekam, gdy tylko go zobaczę. Boję się, że się wścieknie, gdy się dowie, że to ja.
-Czyli on jeszcze tego nie wie...- zamyślił się Jim. Wstał z krzesła i nalał sobie soku z kartonu.
-Jeszcze.- szepnęłam i wzięłam się za kończenie obiadu.
-Jennifer.- Jim postawił szklankę z sokiem na stole. Odwrócił krzesło i usiadł na nim okrakiem, kładąc ręce na tylnym oparciu.- Powiem ci, że głupio postąpiłaś. Być może narobiłaś chłopakowi nadziei, być może mu się spodobałaś, być może teraz poszukuje dziewczyny anioła. Z drugiej strony... Z tego, co mi opowiadałaś, to Zayn prawdopodobnie potraktował to jako jakąś przygodę, nic nie znaczący incydent. Nie mam pojęcia, jak zareaguje na wieść, że to ty. Już wcześniej zauważyliśmy, a przynajmniej ja zauważyłem, z tego, co mi mówiłaś... To on ma jakiś problem w kontaktach z innymi ludźmi. Powściągliwość, skrytość, czy coś w tym rodzaju. Mniejsza o to. Mimo wszystko chyba jest wybuchowym człowiekiem, więc może się wściec, gdy się dowie, że to ty. Pytanie, co w tobie jest, że tak się ciebie boi.
-Boi się mnie?!- wytrzeszczyłam oczy. Mój wszechwiedzący brat skinął głową. "Poważnie?!"
-Najczęstszą formą obrony jest atak. Niektórych ludzi strach paraliżuje, a inni zamykają się przed nim w skorupie. Jeszcze inni chwytają byka za rogi i walczą ze strachem. A niektórzy bronią się przed nim. Uciekają w coś innego. Obrona przez atak z drugiej, zupełnie niespodziewanej strony. Doskonała taktyka.- łyknął soku.
-To teraz, Sokratesie, powiedz mi, co mam do cholery robić.
-Jenny, język.- upomniał mnie Jim. Przewróciłam oczami. "I tak nie klnę jak pewne osoby..."- Co masz zrobić...- westchnął i odsunął od siebie pustą już szklankę.- Nie wiem. Na pewno nie mów Zaynowi, że to byłaś ty. Może potraktować to jak jakieś wyzwanie lub pomyśli, że zrobiłaś to specjalnie, żeby się do niego zbliżyć. Na twoim miejscu zachowywałbym się normalnie, tak jak przed balem i czekałbym na rozwój wydarzeń.- pokiwałam głową. "To chyba faktycznie jedyne rozsądne wyjście."- A teraz, siostra, powiedz mi, jak się czujesz. Bo wyglądasz blado i tylko dlatego nie chciałem cię mocniej ochrzaniać.
-Dzięki, łaskawco.- wymamrotałam. Czułam się nieciekawie. W gardle miałam sucho od tego ciągłego oddychania przez usta plus ten okropny posmak, gdy próbowałam przełknąć ślinę. Wolałabym kasłać przez miesiąc niż mieć katar przez trzy dni.- Jest beznadziejnie.
-Pokaż czoło.- nachylił się nad stołem i dotknął wierzchem dłoni mojej głowy.- Chyba masz gorączkę.- zmarszczył brwi i wstał z krzesła.- Leć na górę, wskakuj w piżamę i do łóżka. Żałuj, że jest piątek, inaczej następnego dnia nie poszłabyś do szkoły. Zero pana Malika na korytarzu, luksus nie?- puścił mi oczko i lekko popchnął w stronę schodów.- Idź, zrobię ci herbaty z miodem, znajdę termometr i jakieś leki na zbicie gorączki.
Posłusznie skierowałam się do swojego pokoju. "Czemu Jim nie mógł od razu mi powiedzieć: rób swoje i siedź cicho?!" Od rozważania jego pokrętnych "co by było, gdyby" rozbolała mnie głowa. Weszłam do mojego małego królestwa, rzuciłam torbę na podłogę przy biurku i padłam na łóżko. "Litości... Nienawidzę kataru, przeziębienia, nienawidzę być chora... Nie nadaję się do bycia chorą!" Przekręciłam głowę w stronę okna. Chyba muszę je zamknąć, od rana się tu wietrzyło. Wstałam z ciężkim westchnieniem i stanęłam przy firance. Wyciągnęłam rękę, żeby zamknąć okno, ale nagle znieruchomiałam. Zmarszczyłam brwi i odsunęłam zasłonkę, żeby lepiej widzieć. "Czy przed moim domem ktoś stoi...?" Przycisnęłam zatkany nos do zimnej szyby. To był ewidentnie chłopak. Wysoki, z ciemną czupryną. Jedną rękę schował do kieszeni, w drugiej trzymał telefon. Stał po drugiej stronie ulicy, przodem do mnie. "Co, do diabła?" Chłopak podniósł głowę, spojrzał prosto na mnie i uśmiechnął się... dziwnie. Odruchowo się cofnęłam. "Harry. Harry Styles. Czego on chce?" Stanęłam w tym samym miejscu, co przed chwilą. Zniknął. Nikogo już tam nie było. "Wyparował? Jest niewidzialny? Co on w ogóle tu robił? A może to przez gorączkę mam halucynacje?" Potrząsnęłam głową i zamknęłam okno. Zasunęłam zasłonkę i wróciłam do łóżka. Wyciągnęłam piżamę z szafy i szybko się w nią przebrałam. Wsunęłam się pod zimną kołdrę, przytulając policzek do poduszki. "Może mi się tylko zdawało... Może to nie był on..." pomyślałam, zanim zmęczona katarem i ciężkim dniem usnęłam.




Odszedłem od domu Jen tak szybko, jak tylko potrafiłem, żeby mnie znów nie zobaczyła. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby tam leźć. "Styles, zapamiętaj to wreszcie, ona nigdy nie zwróci na ciebie uwagi!!!" podświadomość próbowała przemówić mi do rozsądku, ale nie bardzo jej się to udawało. Może i Jennifer nigdy nie pomyśli o mnie w TEN sposób, ale co szkodzi próbować. A poza tym... Gdy tylko ją wszyscy wyśmieją, będzie potrzebowała pocieszenia. I to ja będę tym, który ją pocieszy. "Chyba że Zayn znów cię wyprzedzi..." Na tę myśl zacisnąłem pięści i z trudem się opanowałem. Cholera, nie dość, że to on całował się z Jen, to jeszcze dzisiaj przed tym całym gównianym teatrem dyskutował z Niallem, czy warto znaleźć kogoś, z kim się spędziło czas na balu. Kłopot w tym, że Horan jest totalnie zadurzony w tej swojej kocicy i był zdecydowanie za opcją poszukiwania. Natomiast Zayn przyznał się, że Aniołek ciągle siedzi mu pod czachą, ale potem umilkł i już się nie odzywał. I bardzo dobrze, bo jeszcze jedno jego słowo odnośnie Jennifer, a walnąłbym go w ryj. Nagle pewna myśl przyszła mi do głowy. A jeśli Zayn faktycznie zacznie szukać Jen? Wtedy zrobi się już totalnie jak w jakimś pieprzonym Kopciuszku czy innej disneyowskiej szmirze. Ale wtedy... Możemy nie zdążyć ze swoim planem. Szybko wyciągnąłem telefon z kieszeni i wystukałem numer Caitlyn.
-Co chcesz, Styles?- odezwała się po pierwszym sygnale.
-Jesteś gotowa?- zapytałem skręcając w stronę centrum miasta. Dziś piątek, trzeba ogarnąć z towarem któryś klub.
-Zależy na co.
-Na wykonanie planu, idiotko.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz i twój durny plan pójdzie się bujać. Wiesz dobrze, że beze mnie tego nie zrobisz.- odpowiedziała ostro. Whoa, nie wiem, co Zayn wcześniej w niej widział. Na Halloween powinna była się przebrać za żyletkę. Albo za jakąś wiedźmę.
-Dobra, dobra. Powiedz, czy jesteś gotowa.
-Prawie. Na następny poniedziałek wszystko będzie idealnie.
-Następny poniedziałek, mówisz...- zamyśliłem się. Zaczęliśmy to planować tydzień temu, teraz kolejny tydzień... Czyli plan wykonamy... w ostatnim tygodniu listopada.- Trochę późno, ale okej.
-Co chcesz, Harry, to nie takie proste. Jeśli potrzebujesz dwóch tysięcy odbitek, musisz mieć papier, tusz i przede wszystkim drukarkę, a my mamy dopiero dobry projekt.
-Nie gadaj, Sherlocku.- prychnąłem.- Dobra, muszę kończyć. 23 listopada, w niedzielę, wszystkie te twoje odbitki mają być u mnie.
-Jasne, wasza wysokość.- zadrwiła.
-Spadaj. Na razie.- rozłączyłem się i ruszyłem szybciej do klubu. "Coś czuję, że dziś będzie dobry dzień. A raczej wieczór. Zaraz sprzedam tyle prochów, że zaćpają się wszyscy idioci w tym popierdolonym mieście."




Wlokłam się do szkoły jak na ścięcie. Miałam już dość tego milczenia, tej ciszy między mną a Jen. "To wszystko moja wina..." myślałam, przechodząc przez ulicę. Gdyby nie moje dziwaczne i popieprzone reakcje, już dawno planowałabym z Jen wyjście na jakąś imprezę. "A sorry, ona ma żałobę. No, to siedziałybyśmy przy jakimś filmie, czy coś..." Ale jakby nie było... Moja reakcja była jak najbardziej uzasadniona. Tylko Jennifer o tym nie wie. Boże, całowałam się z Niallem! Przecież to... To jest niemożliwe! Ale z drugiej strony, Jen musiała dobrze się dowiedzieć, skoro kumpluje się z Horanem, co nota bene jest odrobinę dziwne i ryzykowne. Chociaż z tej całej wielkiej trójcy Nialler jest najmniej groźny. Ciekawe, czy on w ogóle wie, że to właśnie mnie mija na korytarzu. Po tym, co zrobił... Zresztą on wtedy był w takim stanie, że może nawet nie miał świadomości, że ja to ja. Powinnam to jak najszybciej wytłumaczyć Jen. Powinna wiedzieć. Chyba...
Wcisnęłam ręce do kieszeni. Padał drobny deszczyk, powietrze było wręcz lodowate. Nie zdziwię się, jeśli w tygodniu spadnie pierwszy śnieg. Brrr, nienawidzę takiej pogody. Przede mną zamajaczył budynek szkoły, w którego stronę zmierzały pojedyncze osoby. Byłam dzisiaj trochę wcześniej, mama obudziła mnie, gdy wychodziła na siódmą do pracy. Jeśli się nie mylę, Jennifer ma na dziewiątą. Czyli jeśli nie złapię jej za jakąś godzinę, to będę mogła pogadać z nią dopiero na długiej przerwie. Może przez te wszystkie lekcje zdążę ułożyć sobie, co powinnam jej powiedzieć. Nagle raptownie się zatrzymałam. "Jasna cholera!" Na pierwszej lekcji mam sprawdzian z chemii! Ja pierdolę... Nie pamiętam, kiedy ostatnio zajrzałam do zeszytu. "Niech to szlag..." Z otępienia wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Halo?- nawet nie spojrzałam, kto dzwoni.
-Scarlett? Gdzie jesteś?- usłyszałam zdenerwowany głos Danielle.
-Przed szkołą, a co?
-Chodź szybko, spotkamy się przy szafce Liama. Wiesz, obok Jen.
-Co się stało?- ruszyłam szybciej w stronę szkoły.
-Sytuacja alarmowa.
-Po weekendzie? Alarm?
-Zamknij się, Scarlett, i chodź!- rozłączyła się. Zmarszczyłam brwi gapiąc się na telefon. "Co jest...?"
Posłusznie pobiegłam do szkoły i szarpnięciem otworzyłam drzwi. Już od pierwszej chwili czułam, że coś jest nie tak. "Rozdawali jakieś ulotki? Nowy kurs gotowania czy występ kapeli jazzowej?" Wszyscy, których mijałam, trzymali w rękach niewielkie karteczki i śmiali się z ich zawartości, jak głupi do sera. Kilka osób stało przed tablicą ogłoszeniową i nabijało się ze sporego plakatu. "Okeeej... Jakaś grubsza akcja." Otworzyłam swoją szafkę i na podłogę wypadła kartka podobna do tych, które trzymali ci ludzie. Szybko rozwiązałam szalik i podniosłam ją. Z jednej strony czysta, a z drugiej... Otworzyłam szeroko oczy i zakryłam usta ręką. "To jest... O MÓJ BOŻE!!!" Patrzyłam zszokowana na ulotkę, na której była Jen. A raczej tylko jej twarz, idealnie połączona z sylwetką jakiejś zdziry, prostytutki ubranej w porwany, wyzywający strój anioła. I to hasło... "Zayn, chcesz mi pokazać ciemniejszą stronę mocy? Co to w ogóle za slogan?! Kto to, do jasnej cholery, wymyślił?!!! Kurwa mać, na strzępy go podrę, powieszę, pochlastam!" Nie zdejmując już kurtki, zatrzasnęłam szafkę i poleciałam pędem pod szafkę Liama.
-Co to jest, do diabła?!- wrzasnęłam, hamując ostro przy przyjaciołach. Liam, Danielle, Eleanor i Louis stali razem i przyglądali się w milczeniu trzymanym w rękach ulotkom.
-Nie mamy pojęcia.- pokręcił głową Liam. Zgniótł kartkę w ręce.
-Skąd w ogóle tu imię Zayna?- dopytywał się Louis.
-Jen gadała, tańczyła i całowała się na imprezie z diabłem. Wygląda na to, że to był Malik.- wyjaśniłam skrótowo.
-Ale to chyba nie on to zrobił.- odezwała się Els.- Przecież to też ośmiesza jego. Ktoś tutaj stwierdza, że Zayn jest jakby męską dziwką.
-A prosiłem ją, ostrzegałem, żeby lepiej nie zbliżała się do Zayna. Wiadomo było, że on generuje kłopoty!- wściekał się Liam.
-Spokojnie.- Dani położyła rękę na jego ramieniu.- Nie mogłeś na nią wpłynąć. Jen jest ufna i za szybko chce się zaprzyjaźniać. Ktoś, kto to zaprojektował, dobrze wiedział, gdzie uderzyć.
-Jen chodziła ostatnio przygnębiona...- mruknęła El.- Chyba wiedziała, że to Zayn był tym całym diabłem.
-Musimy coś zrobić.- powiedział stanowczo Liam.
-Ale co? Te plakaty i ulotki są wszędzie.- spojrzałam jeszcze raz na obrzydliwą kartkę.
-Nie całkiem. Plakatów możemy się pozbyć. I na pewno uda się zmusić Jennifer, żeby nie przychodziła do szkoły.- Louis wyciągnął telefon i wystukał numer przyjaciółki. Przyłożył komórkę do ucha.- Abonent czasowo niedostępny!- oznajmił po chwili, przedrzeźniając operatora.
-Czyli co? Jen nie odbiera, a my ulotek wszystkim nie odbierzemy.- jęknęła Danielle.
-Nie, ale plakaty zdejmujemy.- zadecydował Liam.- Możecie sobie odpuścić pierwszą lekcję?- "Mogę? Jest sprawdzian..."
-Jasne, że tak.- odpowiedziałam szybko. "Chrzanić chemię!"
-Dobra, lecimy. Dziewczyny sprawdźcie drugie i pierwsze piętro. My obejdziemy parter i skrzydło w-fu. Jazda. Za czterdzieści minut spotykamy się tutaj z tym... czymś.- zakomenderował Louis.
Pobiegłyśmy szybko na drugie piętro. "Plakat na plakacie!" westchnęłam. Rozdzieliłyśmy się i zaczęłyśmy ściągać arkusze papieru ze ścian. "Właściwie to je zrywałyśmy. Ktoś dobrze wiedział, jakiej taśmy klejącej użyć." Obleciałyśmy całe pierwsze piętro, ale gdy już miałyśmy wracać do szafki Liama, zorientowałyśmy się, że zapomniałyśmy sprawdzić łazienki na samej górze. Wróciłyśmy się na schody. Nagle El, która szła pierwsza pierwsza, zatrzymała się gwałtownie. Prawie walnęłam nosem w jej plecy.
-Co się stało?- zapytała Dani, wychylając się zza jej pleców.
-Zo... zobaczcie.- wyjąkała dziewczyna i odsunęła się na bok. Spojrzałyśmy na wskazane miejsce. "Co do cholery?!" Plakaty wróciły. Ktoś powiesił nowe, gdy nas nie było. Rzuciłyśmy się do ścian i zaczęłyśmy jeszcze szybciej zrywać kartki.
-Dziewczyny, nie ma czasu.- wysapałam.- Jen zaraz będzie. Nie pozbędziemy się tego gówna, nie możemy jej pozwolić tu wejść!
-Chodźmy do chłopaków.- zdecydowała Eleanor. Wróciłyśmy pod szafki. Louis i Liam już na nas czekali.
-I jak?- spytał Lou, przytrzymując rozsypującą się stertę kartek.
-Ktoś powiesił to z powrotem. Nie mamy pojęcia, kto. To bez sensu.- wyrzuciła z siebie Dan, wciskając do szafki Liama plakaty.
-Czyli musimy zatrzymać Jen...- stwierdził Liam. Popatrzyliśmy po sobie i niemal jednocześnie sprawdziliśmy zegarki.
-Jasny gwint!- krzyknął Louis. Wszyscy razem popędziliśmy do wejścia.




Nareszcie mogę oddychać jak człowiek. Wzięłam głęboki wdech. "Ach... Cudownie." Uśmiechnęłam się do siebie zadowolona. Szybkim krokiem przemierzyłam odległość od bramy do drzwi głównych szkoły. Już miałam je otworzyć, gdy przez nie wylecieli moi przyjaciele.
-Nie ma to jak dobre powitanie.- zauważyłam. Zatrzymali się gwałtownie, prawie na mnie wpadając.
-Jen! Cześć!- zmarszczyłam brwi. Scarlett witająca mnie z szerokim uśmiechem? "Coś tu nie gra."
-Emm... Hej? Co tu robicie?- zapytałam, próbując ich ominąć, żeby dostać się do środka.
-Eee... Czekaliśmy na ciebie!- wypalił Louis.
-Serio?- kolejna próba ominięcia grupki. Liam zablokował mi wejście.- Możesz mnie przepuścić?
-Nie! Znaczy...- popatrzył na resztę, jakby szukał u nich pomocy. "Co tu się dzieje? Wyjaśni mi ktoś?!"- Jesteś pewna, czy chcesz iść dziś do szkoły? Taka ładna pogoda, po co się kisić w budynku...- otworzyłam szeroko oczy i sceptycznie popatrzyłam na niebo.
-Jeśli to dla ciebie ładna pogoda... To chyba powinieneś zamieszkać w Alei Tornad w USA. Miałbyś swoją ukochaną pogodę w wymiarze HD.- złapał mnie za ramiona, gdy próbowałam znów przejść.
-Jen, nie możesz tam wejść!- krzyknęła Eleanor. Popatrzyłam na nią jak na wariatkę.
-Ja MUSZĘ tam wejść. Zaraz mam angielski z Hollinsem. Zabije mnie, jeśli nie przyjdę.
-Jenny, nie chcesz ta wchodzić, uwierz mi.- Danielle położyła rękę na moim ramieniu.
-A powiecie mi, dlaczego?- cofnęłam się o krok.- Bo na razie tylko wzbudzacie moje podejrzenia.
-Jennifer... Chcielibyśmy ci to wytłumaczyć, ale...- Scarlett uśmiechnęła się przepraszająco. Zerknęłam w dół. Wykręcała sobie nerwowo palce. "Co tam jest, w tej szkole?"
-Dobra!- uniosłam ręce w górę.- Robię sobie dzień wolnego.- odetchnęli z ulgą i spojrzeli po sobie z uśmiechem. Skorzystałam z chwili ich nieuwagi i przepchnęłam się między Louisem a Liamem, zanim zdołali mnie zatrzymać. Wbiegłam do szkoły i rozejrzałam się dookoła. "Nic się nie zmieniło... Zaraz, czy oni się na mnie gapią?" Kilka osób zaczęło się śmiać na mój widok. Pełna najgorszych przeczuć ruszyłam dalej. Odprowadzały mnie kolejne nieprzyjazne spojrzenia. "Czy... Czy oni się ze mnie nabijają?" Zignorowałam ich i podeszłam do sporej grupki stojącej przy tablicy ogłoszeniowej. Nic nie mogłam zobaczyć, więc przecisnęłam się między ludźmi na sam przód. Momentalnie wmurowało mnie w ziemię, a oczy zaszły łzami. "O Boże... Co to jest?! DLACZEGO?!" Wpatrywałam się w moje spreparowane zdjęcie. I jeszcze ten podpis... "Zayn, chcesz mi pokazać ciemniejszą stronę mocy?" 
-Ej, patrzcie, to ona!- ktoś zawołał. Nie zwróciłam na to uwagi.
-Skarbie, może ja cię sprawdzę, co? Jestem lepszy w tych sprawach niż Zayn!- krzyknął jakiś chłopak przy akompaniamencie głośnych śmiechów i nawoływań. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i zerwałam plakat. Z trudem powstrzymując płacz podbiegłam z powrotem do drzwi. Przyjaciele stali tam, gdzie ich zostawiłam.
-Wiedzieliście?- zapytałam łamiącym się głosem.
-Właśnie tego miałaś nie zobaczyć...- powiedziała cicho Scarlett. Przygryzłam wargę, ignorując łzy spływające po policzkach.
-Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył...- wyjąkałam, odgarniając włosy z czoła.
-Jen...- Dani podeszła do mnie, ale się cofnęłam.
-Nie. Sorry, ale teraz chcę być sama.- ze szkoły wyszło dwóch nieznajomych chłopaków.
-Hej, aniołku! Niezłe ciałko.- zarechotał jeden z nich. Odwróciłam się na pięcie i na oślep pobiegłam w kierunku kryjówki za drzewami. Przedarłam się przez nagie gałęzie wierzb i usiadłam na gołej ziemi pod murem. Objęłam ramionami kolana. Dopiero teraz mogłam się rozkleić.
Dawno nie płakałam. Od pogrzebu rodziców. Na myśl o nich łzy popłynęły większym strumieniem. "Boże, kto to wymyślił? Co zrobiłam, żeby ktoś chciał mnie tak upokorzyć?" Przez to zdjęcie czułam się nic nie warta. Jak jakaś dziwka. Nawet jeśli z tej fotki tylko twarz należała tak naprawdę do mnie. Szlochałam rozpaczliwie na wspomnienie tych ludzi, śmiejących się ze mnie i wytykających mnie palcami. I to hasło... "Kto wiedział, że to z Zaynem tańczyłam?" Schowałam głowę w ramionach i próbowałam się z całych sił uspokoić. Nie mam pojęcia, jak długo tak siedziałam.
-Jennifer?- podniosłam gwałtownie głowę. Nade mną stał Zayn i wpatrywał się we mnie uważnie. Pospiesznie otarłam mokre policzki.
-Już, już sobie idę.- wydmuchałam nos w chusteczkę. Zauważyłam, że ciągle ściskałam w dłoni zwinięty plakat. Na jego wspomnienie znów pociekły łzy. Zayn powoli kucnął przede mną i oparł jedną dłoń na moim kolanie. Jego dotyk aż palił.
-Co się stało?- zapytał łagodnie. Aż mnie zatkało. "Zayn i łagodność? Może ten diabeł to było prawdziwe oblicze pana Malika?"- Ktoś cię skrzywdził?- pokręciłam przecząco głową. Nagle, pod wpływem jakiegoś impulsu, z całej siły wtuliłam się w chłopaka. Na chwilę zesztywniał, ale zaraz delikatnie objął mnie ramionami. Z trudem powstrzymałam kolejny szloch. Zaciągnęłam się jego zapachem. Kawa i papierosy... "Jen, stop!"
-Przepraszam.- odsunęłam się gwałtownie. Jeszcze raz otarłam łzy.- Nie powinnam była... Przepraszam.
-Nic się nie stało.- odpowiedział cicho.- Powiesz mi, kto cię doprowadził do płaczu?- potrząsnęłam głową.- Czy może to przez tę kartkę?- wskazał na trzymany plakat. Zgniotłam go mocniej pięścią.- Co to jest, Jen?
-Nie wiesz?- spytałam drżącym głosem. Zmarszczył brwi.
-A powinienem wiedzieć?- zdziwił się.
-Wszyscy wiedzą.- wyszeptałam.- To coś wisi w całej szkole.
-No, sorry bardzo, ale spóźniłem się do Hollinsa, a potem przyleciałem tu, bo nie zdążyłem rano zapalić.- jak na zawołanie wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i podpalił jednego czarną zapalniczką.- Daj to.- powiedział, trzymając papierosa między zębami. Chciałam schować plakat za siebie, ale złapał mocno moją rękę i wyciągnął spomiędzy palców arkusz papieru. Zacisnęłam powieki, kiedy go rozwinął. "Proszę, niech przynajmniej on się nie śmieje!"
-Co to, kurwa, jest?- zapytał zduszonym głosem. Otworzyłam oczy. Wpatrywał się w kartkę zszokowany. Podniósł na mnie wzrok.- To byłaś ty?!- serio, zwrócił uwagę tylko na to?
Skinęłam niepewnie głową. Zayn wstał gwałtownie i zrobił kilka kroków w stronę szkoły. Zatrzymał się gwałtownie i przeczesał palcami włosy. Odwrócił się w moją stronę.
-Czemu mi nie powiedziałaś?!
-A to ważne?- też się podniosłam z ziemi.
-Kurwa, tak! Gdybym wiedział... Ja pierdolę, my się całowaliśmy!
-No coś ty, nie wiedziałam!- zaczęłam się denerwować.
-Przestań! Co chciałaś zyskać, co? Komu się już pochwaliłaś, że Zayn Malik jest normalnym gościem i da się z nim pogadać, a nawet pocałować?- aż otworzyłam usta z oburzenia.
-Ja nawet nie wiedziałam, że to ty! Nie miałam pojęcia, dowiedziałam się dopiero jakieś dwa tygodnie temu. I żałowałam tego, jasne?! A teraz jeszcze to...- głos znów odmówił mi posłuszeństwa, gdy spojrzałam na kartkę.
-To co? Jakiś archanioł zstąpił z nieba lub piekła, cokolwiek, i namalował piękny, ośmieszający mnie plakat?!- zirytowany zgasił papierosa i niemal od razu zapalił nowego.
-Możesz skończyć? To nie z ciebie się śmiali na korytarzu! Jeszcze nigdy nie czułam się tak strasznie! Te plakaty są wszędzie, Zayn.- nowe łzy utorowały sobie drogę po mojej skórze.- Ty nie masz pojęcia, co ja czuję. Proszę cię... Przynajmniej ty mnie już nie dołuj.
-Pięknie!- oparł się o murek i wypuścił z ust kłąb dymu. Podniosłam z ziemi swoją torbę, próbując nie patrzeć na wkurzonego chłopaka. "Tylko pytanie... Jak się stąd wydostać bez wychodzenia przed szkołę? Żeby nikt mnie nie zobaczył..."
-Zayn?- podniósł na mnie wściekły wzrok.- Słuchaj... Obiecuję, że już nigdy nie spróbuję się do ciebie zbliżyć, z wyjątkiem tych zadań dla Hollinsa. Nie mam zamiaru ci się narzucać. Nie wiem, co sobie myślałam całując cię, ale... Mimo wszystko dzięki za fajnie spędzony wieczór, wiesz wtedy...- wywrócił oczami i zgasił papierosa.- Mogę się ciebie o coś zapytać? Potem obiecuję, już się od ciebie odwalę.
-Pytaj.- mruknął pod nosem, wbijając wzrok w ziemię.
-Jak stąd wyjść, żeby nikt mnie nie zobaczył?- zmarszczył brwi i spojrzał mi prosto w oczy. Podrapał po głowie i rozejrzał na boki. Próbowałam udawać, że jego wcześniejsze spojrzenie nie zrobiło na mnie wrażenia. "A tak naprawdę... Jakby przejrzał mnie na wylot."
-Idź pod murem, aż dojdziesz do bramy. Do samego końca będą drzewa. Ale lepiej poczekaj z dziesięć minut. Zaraz będzie lekcja.- odsunął się od murku i wyminął mnie szybko. Przeszedł pod gałęziami i zniknął za załomem budynku. Z westchnieniem usiadłam na murze, żeby odczekać te dziesięć minut. "Chcę już być w domu..."


______________________________________
Z rozdziału zadowolona nie jestem, sprawdziłam po łebkach, bo spieszyłam się na "Czas honoru" :)

Za podobieństwa do "The Walk To Remember" przepraszam, ale spostrzegłam to dopiero po napisaniu rozdziału. Fabuła odbiega od filmu, wiecie o tym dobrze.

Następny w niedzielę :*
Roxanne xD

niedziela, 14 września 2014

CHAPTER 9: If we could only have this life for one more day... If we could only turn back time...

-Cześć, kochani...- stanęłam przy grobie rodziców i położyłam na nich olbrzymi bukiet kwiatów, na który szarpnęłam się z kieszonkowego. "Zasługują na to..."- Wiecie... Nigdy nie myślałam, że to się tak potoczy. Że na Wszystkich Świętych będę przychodziła na wasz grób. Spokojnie, Jim też będzie, tylko skończy odprawiać mszę... Ja modliłam się w kościele wcześniej i od razu przyszłam do was.- pociągnęłam nosem i otuliłam się mocniej szalikiem. Po wczorajszym wieczorze spędzonym przed szkołą w cienkiej sukience czułam się trochę niewyraźnie. "Ale za to jakie miałam towarzystwo..."- Wiecie co? Chciałabym cofnąć czas. Zmusiłabym was, żebyście nigdzie nie jechali. Miałabym rodziców na miejscu. A tak... Każda myśl o was sprawia mi ból. Że nie ma was przy mnie, w tych najtrudniejszych momentach życia. Szkoła... Myślicie, że jest fajnie? Że jak się uśmiecham, to wszystko jest w porządku?! Wcale nie! Jest gorzej niż mogłam sobie wyobrazić! Jasne, mam przyjaciół, ale na przykład taki Zayn mnie nie cierpi i nie wiem, za co! Mam tyły z matmy i fizyki, grożą mi pały i egzamin klasyfikacyjny na koniec semestru! A na dodatek wczoraj całowałam się z jakimś zabójczo przystojnym kolesiem i nawet nie mam pojęcia, kim on jest! Ja jestem jakaś nienormalna!- złapałam się za głowę i usiadłam na ławeczce przed grobem.- Tak bardzo bym chciała, żebyście tu byli. Żebyście mnie przytulili i powiedzieli, że będzie dobrze. Nawet, jeśli mam poczucie winy jak stąd do nieskończoności. Nie powinnam była się z nim całować... A jeśli on ma dziewczynę i ją zdradził ze mną? A jeśli okaże się, że będzie chciał czegoś więcej? Chociaż z drugiej strony... To był najbardziej niesamowity pocałunek na świecie...- mimowolnie się uśmiechnęłam sama do siebie. "I wylazła z ciebie hipokrytka..." Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam w niebo. Jak przystało na deszczową Anglię, nade mną zbierały się ciemne chmury. "Jak nic, zaraz lunie... A ja znów nie mam parasolki." pomyślałam, spuszczając wzrok na nagrobek rodziców.
-Jennifer?- usłyszałam za plecami znajomy głos i odwróciłam się. Na ścieżce prowadzącej do cmentarnej bramy stała Eleanor i patrzyła się na mnie zdziwiona.- Przechodziłam koło ogrodzenia i zobaczyłam cię... Co tu robisz?- niepewnie podeszła bliżej i stanęła obok mnie. Przesunęłam się, robiąc jej trochę miejsca na ławeczce.
-Odwiedzam rodziców.- wytarłam nos w chusteczkę. Els popatrzyła na grób i zwróciła się w moją stronę.
-Tak strasznie mi przykro... Kiedy zmarli?
-Cztery miesiące temu.- mruknęłam.
-O rany... Faktycznie, sorry, nie spojrzałam na datę śmierci... Zmarli śmiercią tragiczną...- przeczytała.- Co się stało?
-Wypadek samochodowy. Ostry zakręt, motor z naprzeciwka, poślizg, zderzenie...- opowiedziałam skrótowo. Nie miałam siły na dłuższą relację.- Sprawca nawiał z miejsca wypadku i go nie znaleźli. Przez to nawet nie potrafili dokładnie odtworzyć przebiegu zdarzenia.- przez chwilę siedziałyśmy cicho. "Milczenie pomaga w cierpieniu... W ciszy najlepiej regeneruje się dusza." Tak mój brat mi wytłumaczył, dlaczego tak lubi przebywać w kościele. I chyba faktycznie coś w tym było. Automatycznie się uspokajałam.
-Wiesz co?- Eleanor nie umiała jednak długo milczeć.- Podziwiam cię. Ja na twoim miejscu już bym chyba umierała pogrążona w depresji... A ty? Śmiejesz się, wygłupiasz, normalnie funkcjonujesz, kolorowo się ubierasz, nawet byłaś wczoraj na tym balu... Jesteś naprawdę silna psychicznie.
-Zamartwianie się nic mi nie pomoże... Nie cofnę czasu.- odparłam odgarniając włosy z czoła. Wiatr znowu bawił się moimi kosmykami.- Rodzice zawsze powtarzali, że najważniejsze to się uśmiechać i iść przez życie z podniesioną głową. Jak mieszkaliśmy w Londynie, to nasz dom był chyba najweselszym w okolicy. Pamiętam...- przerwał mi dzwonek telefonu. Wyciągnęłam komórkę. Jim, a jakżeby inaczej.
-Jenny? Gdzie jesteś?- usłyszałam w słuchawce głos brata.
-Na cmentarzu, przecież wiedziałeś, gdzie idę.- odpowiedziałam zerkając na Eleanor, która w zamyśleniu obracała w palcach pasek torebki.
-Wróć na obiad, okej? Niedługo będzie gotowy. Siedzisz tam już trzy godziny.
-Już idę. A ty przyjdziesz dzisiaj do rodziców?
-Spokojnie, przyjdę. Ale po obiedzie, żeby mi się od nich nie dostało, że cię nie karmię.- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Dobra. Za piętnaście minut będę.- rozłączyłam się i wstałam z ławki. Wyjęłam z torby niewielki żółty znicz, zapaliłam zapałkę i przytknęłam do knota. Ogień zasyczał cicho i za chwilę lampka paliła się jasnym delikatnie drgającym płomieniem. Przesunęłam ją ostrożnie na środek płyty.
-Idziesz?- zwróciłam się do El chowając do torby zapałki. Dziewczyna skinęła głową i ruszyłyśmy powoli cmentarną alejką w stronę bramy. Skręciłyśmy w ulicę prowadzącą do kościoła.
-Ale się wczoraj porobiło, co?- zagadnęła El przerywając kolejną porcję ciszy. Zmarszczyłam brwi. "A co się porobiło? Coś mnie ominęło?"
-Co masz na myśli?- spytałam niepewnie. Els obrzuciła mnie zdumionym spojrzeniem.
-Nie wiesz? Przecież byłaś na balu.
-Wyszłam w połowie, musiałam do domu przed pierwszą.- wytłumaczyłam szybko.- Co się stało?
-Już ci mówię.- dziewczyna od razu przeszła do konkretów. "No tak, przecież ploteczki to jej żywioł."- Koło pierwszej, chyba tuż po twoim wyjściu, ktoś rozpylił w całej sali gaz łzawiący, potem oblał czerwoną farbą gościa od matmy, facetkę od geografii i francuskiego. Przymierzali się też do Hollinsa, ale ten kto miał to zrobić, został złapany. Próbowali też odciąć prąd w całej szkole, ale dwóch chłopaków przyłapano na grzebaniu w przewodach. Mówię ci, panika na sali, zamieszanie, a połowa uczniów przecież była podchmielona i dodatkowo nie kontaktowała, żeby nad nimi zapanować, trzeba było mieć jakieś nadludzkie zdolności. I zgadnij, kto zorganizował nam te wszystkie atrakcje?- wzruszyłam ramionami. "A skąd ja mam to wiedzieć? Jasnowidzem jeszcze nie jestem."
-Nie mam pojęcia.- oznajmiłam zgodnie z prawdą, poprawiając zsuwający się szalik. Eli posłała mi triumfalne spojrzenie z kategorii "Ha! A ja wiem!"
-Nasza wielka trójca. Zayn Malik, Harry Styles i Niall Horan.- powiedziała dobitnie. Popatrzyłam na nią z niedowierzaniem. "Serio? Po Harrym bym się tego spodziewała... No, po Zaynie też, ale Niall?"
-Jesteś pewna?- spytałam zatrzymując się przy swojej bramie.
-Widziałam na własne oczy. Zobaczysz, jeszcze w szkole o tym usłyszymy. Nauczyciele już planują dla nich mega karę, bo zawieszenie nic nie da. Mówię ci, pojutrze cała szkoła będzie o tym huczała.- zakończyła zadowolona z siebie Eleanor i zerknęła na zegarek.- O cholera. Spóźnię się na obiad, a potem jeszcze idę z Lou do kina. Trzymaj się, Jen! Do poniedziałku!- pocałowała mnie w policzek na pożegnanie i szybkim krokiem ruszyła w stronę swojego domu, zostawiając mnie z głową pełną kotłujących się myśli. "No, to El miała rację. Faktycznie się porobiło..." pomyślałam wchodząc do domu.




Staliśmy przed nauczycielami na środku pokoju nauczycielskiego. Harry miał obojętną minę, jakby w ogóle go nic nie obchodziło. Niall udawał, że bardzo żałuje swojego postępowania, ale tak naprawdę w środku aż skakał z radości, że udało nam się wywinąć taki numer. "W sumie... Ja chyba też nie żałuję. Widok tych wszystkich ludzi z rozmazanymi od łez makijażami, profesora Gordona miotającego się po sali, oblanego krwistoczerwoną farbą... Bezcenny." Dyrektor Walter przechadzał się w tę i z powrotem po pomieszczeniu przysłuchując się dyskusjom nauczycieli. O rany, dajcie już nam tę karę i nas wypuśćcie! Bezmyślnym wzrokiem przebiegałem po ścianach. Moje spojrzenie zatrzymało się na jakimś obrazie przedstawiającym ciemnowłosą dziewczynę czytającą książkę. "Podobna do mojego Anioła..." stwierdziłem w myślach i od razu wróciły do mnie wspomnienia piątkowej nocy. "Dlaczego uciekła? Przestraszyła się czegoś? Rozpoznała mnie? Albo ma chłopaka..." pomyślałem z goryczą. Była piękna. I inteligentna. Dało się z nią porozmawiać, pożartować... Patrząc na to z perspektywy czasu, to chyba dawno się nie zachowywałem tak, jak wtedy w jej obecności. "Malik, debilu, ty się zakochałeś!!!" Co?! Nie, nie ma bata. Nie zakochałem się. "A może jednak..."
-No, to postanowione!- głos dyrektorka wyrwał mnie z zamyślenia. Zwróciłem się w stronę Waltera.- Wasz durny wybryk powinien skutkować zawieszeniem, ale doskonale wiemy, że na was to nie podziała. Ponieważ wiemy, że profesor Hollins miał być waszym kolejnym celem...- zawiesił głos wprowadzając niepotrzebne napięcie. "Wszystko jedno, jaką karę dostaniemy. Odbębni się ją, a potem wyskoczy z czymś gorszym. Jak zwykle..."-... to on wymyślił wam karę. Andrew?- staruszek wstał z fotela. "Normalnie wali piorunami z oczu." zakpiłem patrząc na rozzłoszczonego profesorka.
-Skoro tak bardzo lubicie się zabawiać... To w ramach odszkodowania dołączycie do karnej grupy teatralnej.- wytrzeszczyłem oczy, podobnie jak Niall. Harry wybuchnął drwiącym śmiechem.
-Kółko teatralne?- zakpił wciskając ręce w kieszenie.- Przykro mi, nie mam czasu na cyrki na estradzie.
-Ależ nikt się o to pana nie pyta.- Hollins założył ręce na piersi przeszywając nas ostrym spojrzeniem.- To bez znaczenia, macie czas czy nie. Po piątkowych lekcjach zostajecie w szkole, w auli.
-W piątek?!- wykrzyknął Nialler. Ja też trochę się wkurzyłem. W piątek najprościej było zarobić na dragach, więcej kasy szło do szefa, a co za tym idzie, skracał się czas naszej męczarni. "Głównie mojej."
-Tak, dobrze pan usłyszał, panie Horan. W piątek. Zbierzemy grupę zainteresowanych, a raczej ukaranych i zaczniemy przygotowania do szkolnego przedstawienia na koniec roku.
-Świetnie.- mruknąłem pod nosem. Nie dość, że mamy zwalony weekend, to jeszcze zbłaźnimy się przed całą szkołą. "Żyć, nie umierać."
-Coś chce pan dodać, panie Malik?- zapytał ironicznie Hollins. Z trudem powstrzymałem się od przywalenia mu w nos. "Dobra, wrzuć na luz, nie bij go, w końcu to staruszek, mógłby być twoim dziadkiem..."
-Nie pojawicie się choćby na jednych tych zajęciach, a zostaniecie wyrzuceni ze szkoły.- nic nie odpowiedzieliśmy. Doskonale wiedzieliśmy, że bez liceum nie będzie potem normalnej pracy, a wyjazd do szkoły do innego miasta nie wchodził w grę. Gregory w umowie wyraźnie zaznaczył, że obchodzi go sprzedaż na terenie Bradford. "Czyli utknęliśmy. Cholera jasna!"- Możecie iść na lekcje.- poszliśmy do wyjścia z pokoju. Harry, który wychodził ostatni, głośno trzasnął drzwiami, huk rozniósł się po korytarzu.
-Ja pierdolę, nie mogli nas zawiesić?!- wrzasnął waląc ręką w parapet.- Już gorszego gówna nie wymyślili, żeby nam dowalić.
-Przecież, jak nas, cholera, wywalą, to Gregory nam wszystkim przypierdoli!- pieklił się Nialler.
-Dobra, dajcie spokój. Nic nie zrobimy. Najlepiej jak najszybciej odbębnić ten idiotyzm.
-Jak najszybciej?! Czy ty siebie słyszysz, Malik?! To przecież będzie do końca pieprzonego roku!- krzyknął Harry.
-A pierwszy raz cię ukarali?- zapytałem retorycznie. Nie odezwał się.- No właśnie, więc skończ. Wrzaski tu nie pomogą, jeszcze dołożą ci sprzątanie szkoły za zakłócanie ciszy przed lekcjami.- wywróciłem oczami. Podeszliśmy do naszych szafek. Zerknąłem na plan zajęć i aż jęknąłem na myśl o kolejnej lekcji. "Angielski z Hollinsem i upierdliwą Jen w ławce. A nie mógłbym tak przypadkiem spotkać tego Anioła z imprezy?" pomyślałem z rezygnacją, wyciągając z szafki zeszyt i lekturę. Popatrzyłem z odrazą na okładkę. "Wieczna miłość Tristana i Izoldy. Normalnie wielki bełt. Rzygam tęczą." Trzasnąłem drzwiczkami szafki i odwróciłem się do chłopaków gadających o nowej dostawie, ale ku mojemu zaskoczeniu (i wkurzeniu!) stanąłem oko w oko z panną Jennifer.
-Czego chcesz?- burknąłem. Uniosła brwi i lekko się uśmiechnęła. "Dlaczego jej uśmiech coś mi przypomina?"
-Jak na razie chcę się dostać do swojej szafki, panie Malik.- zmrużyłem oczy, uważnie przyglądając się dziewczynie. "Co jest...?"- Zayn, przepuścisz mnie? Zayn, rusz się, do jasnej ciasnej!- zniecierpliwiona odsunęła mnie od szafki i otworzyła swoją. Szybko wsadziła tam kurtkę, szalik i rękawiczki, głośno kichnęła, wydmuchała nos, wymieniła kilka książek i zaczęła coś majstrować przy telefonie.
-Cześć, Jen!- Niall przysunął się bliżej dziewczyny. Podniosła głowę i odwzajemniła blondynowi uśmiech. Znowu coś mi on przypominał.- Byłaś na imprezie w piątek?
-Tak, byłam. Scarlett mnie wyciągnęła.- skinęła głową.- Ale wyszłyśmy wcześniej, brat chciał, żebym była w domu przed pierwszą.- Nialler parsknął śmiechem. Zauważyłem, że Harry zacisnął mocno pięści, jakby chciał coś rozwalić.
-Troskliwy twój braciszek. A rodzice?- Jennifer przełknęła ślinę i przez chwilę nie odpowiadała. "Po coś się o to zapytał, głupku? Nie widzisz, że jej smutno!" wydarłem się w myślach na Horana. Nie. Nie wierzę, że to pomyślałem!
-Moi rodzice nie żyją, Niall.- odparła cicho spuszczając głowę. Hazz zmarszczył brwi i popatrzył na nią... ze współczuciem? Z czułością? "Co, do diabła?"
-O kurwa... Znaczy, sorry, nie wiedziałem...- Niall zaczerwienił się i po chwili wahania ostrożnie ją przytulił. Harry znowu się spiął. Zacisnął szczękę tak mocno, że wydawało się, że za chwilę jego zęby nie wytrzymają siły nacisku i wystrzelą na wszystkie strony. "To by był ciekawy widok..." omal nie roześmiałem się na głos na wyobrażenie fontanny zębów Stylesa.
-Nie szkodzi, rozumiem.- Jen odwzajemniła uścisk i po chwili się odsunęła.- Muszę lecieć na angielski. Hollins chyba nie w humorze po tym, co wywinęliście.- puściła do nas oczko.
-Zaraz mówiłaś, że nie zostałaś do końca.- powiedział zdezorientowany Niall.
-Mam dobrych informatorów.- zaśmiała się i odwróciła w moją stronę.- Zayn, idziesz?- Harry upuścił jakiś gruby podręcznik i zaklął na cały głos. Wzruszyłem ramionami.
-Nom, idę.- nagle Styles zatrzasnął mocno drzwiczki swojej szafki i popychając stojących mu na drodze uczniów rzucił się w stronę wyjścia ze szkoły. Popatrzyliśmy na siebie z Horanem.
-Nie mam pojęcia, co mu się stało.- wymamrotał niepewnie Nialler w odpowiedzi na moje nieme pytanie. "Coś mu nagle wypadło? Obraził się o coś? Co, kurwa...?"- Dobra, mam francuski. To istna zmora.- powiedział przedrzeźniając francuski akcent. Jen wybuchnęła śmiechem, nawet ja uśmiechnąłem się pod nosem. Horan pomachał nam i zniknął za zakrętem korytarza.
Jen w milczeniu ruszyła po schodach na górę. Chcąc, nie chcąc, poszedłem za nią. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać, mijając całą masę dziewczyn na korytarzu zastanawiałem się, która z nich to mój Anioł. "Ty się na bank zabujałeś! Myślisz tylko o niej!" Dlaczego to drugie "ja" jest takie wkurwiające? Dobra, laska mi się spodobała, ale to nie znaczy, że od razu się w niej zakochałem! Po prostu... chciałem z nią jeszcze pogadać. Wydawało mi się, że była jedyną osobą, która mogłaby mnie zrozumieć. A ten pocałunek... Delikatny, słodki, tak bardzo do niej pasujący. A jej usta... Jakby zrobione na miarę do moich. Nawet nie zauważyłem, jak dogoniłem Jennifer i maszerowałem obok niej korytarzem. W drzwiach do sali ustąpiłem jej miejsca i po chwili usiedliśmy koło siebie w ławce. Nagle dotarło do mnie, co przed chwilą zrobiłem. "Czy ja właśnie byłem dla niej miły?! Przepuściłem ją w drzwiach?!!!"




-Okej, to się zaczyna robić męczące.- Scarlett postawiła tacę na naszym stoliku w kafeterii. Podniosłam zmęczone oczy znad podręcznika matmy. Nie rozumiałam tych dziwacznych całek, czy jak to się tam nazywało, ni w ząb, z całych sił próbowałam przyswoić sobie choć słówko, chociaż jeden maleńki fragmencik przykładowego równania... Na próżno. "Jesteś tępa, Jen, zrozum to wreszcie!" przekonywałam samą siebie. Scarlett wzięła talerzyk z frytkami i podsunęła mi pod nos.- Wsuwaj. Marnie wyglądasz, a przecież za parę godzin trening. Jadłaś śniadanie?
-Taaa...- ziewnęłam, zasłaniając usta ręką.- Jeśli przypaloną przez Jima jajecznicę nazwiemy śniadaniem. Spieszył się na mszę i nie zdążył zrobić zakupów, zostały tylko jajka. A gdy się człowiek cieszy, to się diabeł spieszy. Znaczy, na odwrót!- poprawiłam się. "Matematyka przeżarła mi mózg..."- Człowiek się spieszy, a diabeł cieszy. Chyba. A co zaczyna się robić męczące?- przypomniałam sobie pierwsze słowa dziewczyny.
-A to, że minął już tydzień z hakiem od balu, a ja dalej nie mogę znaleźć swojego przystojniaka w wampirzym przebraniu.- westchnęła.- A jak z tobą? Poszukiwania diabełka zakończone?
-Nie szukam diabełka.- powiedziałam bez przekonania. Wiedziałam, że Scarlett i tak będzie się upierała przy swoim. "I masz rację..."
-Aha,  jasne! No, dawaj, kto to może być?- zaczęła się rozglądać po sali.- Może Andy z drużyny footballowej? Albo ten! Nie, raczej ten!- wskazała na jakiegoś chłopaka, którego w ogóle nie kojarzyłam. Szybko złapałam jej rękę i ją opuściłam, zanim zaczęłaby pokazywać na kolejnych ludzi. I tak już niektórzy się na nas oglądali.
-Przestań!- syknęłam.- Nie muszę go znaleźć. Poza tym, tamten koleś jest za niski.- dodałam, dokładnie przypatrując się chłopakowi.
-Musisz go odszukać!- jęknęła kładąc głowę bokiem na stoliku.- To sprawa życia i śmierci! Zaraz po poszukiwaniu mojego wampira.
-Hej!- do stolika przysiadła się Danielle.- O jakim wampirze mowa? Czytacie "Zmierzch" u Hollinsa?
-Daj spokój, ten facet jest taki zacofany, że nie wie, że istnieje coś takiego jak komputer. Zatrzymał się w średniowieczu i tak stoi.- prychnęła Scarlett.- Wampir to mój partner z imprezy. Zajebisty facet, znaczy taki się wydaje, bo miał maskę. Muszę go znaleźć, żeby sprawdzić, czy to, jak całował to prawda czy jakieś złudzenie.
-To urządź konkurs, jak w "Kopciuszku".- zaśmiała się Dani.- Całuj każdego, kto się zgłosi i znajdziesz tego, kto cię tak wspaniale pocałował.
-Ty, to jest myśl!- ożywiła się Scarlett. Walnęłam się z całej siły dłonią w czoło i aż jęknęłam, wyobrażając sobie kolejkę chętnych do lizania się z moją przyjaciółką. "Ja się też ustawię w kolejce... Ale do zresetowania mózgu. Albo tego, co z niego pozostało po tej matematyce." pomyślałam i kichnęłam. Wyciągnęłam chusteczkę, żeby wydmuchać nos.
-Ej, to jest genialne!- zamarłam w pół gestu i podniosłam wzrok znad chusteczki.- Masz katar?- wolno skinęłam głową. Faktycznie, od Wszystkich Świętych męczył mnie katar. Przeziębiłam się albo na imprezie, albo stercząc na cmentarzu przez bite trzy godziny.- No! To sprawdźmy, którego z facetów zaraziłaś katarem!- wytrzeszczyłam oczy w nadziei, że Scarlett żartuje, ale ona znów zaczęła się wiercić, lustrując wzrokiem każdy kąt kafejki. Danielle ryknęła śmiechem.- O, ten smarka! Ten też... I ten. I tamten. Cholera, Jen, ilu ty gości całowałaś?- Dan autentycznie popłakała się ze śmiechu. Westchnęłam ze zrezygnowaniem i schowałam podręcznik do torby.
-Idę stąd.- oświadczyłam dobitnie i ruszyłam w kierunku wyjścia.
-Jenny! Zaczekaj!- odwróciłam się powoli i spojrzałam na próbującą się uspokoić Dani.- Jak chcesz znaleźć tego faceta, to pogadaj z El. Wiesz, że ona orientuje się we wszystkim odnośnie szkoły.- skinęłam głową i wyszłam ze stołówki, ale poszłam na poszukiwania panny Calder. "Muszę odetchnąć świeżym powietrzem..." pomyślałam. Stanęłam przed szafką i wyjęłam z niej kurtkę i szalik. Okręciłam mocno szyję, żeby znowu mnie nie owiało i wyszłam przed szkołę. Do chemii zostało mi jeszcze pół godziny. W sam raz, żeby w spokoju przemyśleć parę spraw. "Między innymi problem z tajemniczym Diabłem..." Nie będę ukrywać, oczarował mnie. Spodobał mi się. Byłoby faj...
-Cześć, Jen!- koło mnie stanął Liam.- Co słychać?
-A nic ciekawego.- podniosłam torbę i patrzyłam, jak chłopak nurkuje w swojej szafce i wyciąga z niej stos podręczników.
-Widziałaś gdzieś Danielle?
-Jest na stołówce i próbuje mi pomóc odgadnąć tożsamość Diabła na balu.- mruknęłam, wycierając nos.
-Diabła?- wymamrotał znad przeglądanych papierów.- W sensie przebrania?
-Tak.
-Chyba Zayn był tak przebrany.- odpowiedział nieuważnie, patrząc na zegarek.- Cholera jasna! Muszę lecieć!
Stałam zszokowana pod ścianą i patrzyłam za znikającym w tłumie uczniów chłopakiem. "Że. Niby. Co?! Zayn Malik był przebrany za Diabła?! Nie, nie, nie, nie, nie! Liam musiał się pomylić!" myślałam rozpaczliwie. Pobiegłam w stronę wyjścia ze szkoły. Jak tylko przeszłam przez próg, owionęło mnie chłodne powietrze. Przynajmniej trochę się uspokoiłam. To jest niemożliwe, totalnie porąbane, tamten facet był całkiem inny! Miły, z poczuciem humoru, nawet może... troskliwy. Zayn nie umie się tak zachowywać. To do niego nie pasuje. Przecież on by mnie od razu wykpił, zwymyślał... "Ale on nie wiedział, że to ja. Przecież też miałam maskę." uświadomiłam sobie nagle. Stanęłam przed rzędem wierzb płaczących. Prawie nie miały już liści, ale gałązki dalej stanowiły szczelną powłokę chroniącą malutki kącik pod murem. Przesunęłam się między nimi i nagle coś mi się przypomniało. "O cholera..."
-Przecież ja się z nim całowałam!- powiedziałam na głos, łapiąc się za głowę. Upuściłam torbę na ziemię i gwałtownie kichnęłam. Cztery razy.
-Z kim się całowałaś?- usłyszałam drwiący głos.- Z katarem?- poderwałam głowę. "Czemu on?!" jęknęłam w duchu, patrząc prosto w czujne brązowe oczy. "Dokładnie takie same jak w tamtej masce, pamiętasz?" podpowiedziała nieoceniona, niezawodna podświadomość.
-Z nikim.- odparłam szybko i niepewnie się uśmiechnęłam. Malik zaciągnął się papierosem i powoli wypuścił dym przez usta. "Te cudownie całujące, delikatne ust... Nie wierzę, że to pomyślałam!!!"
-Gdzieś ty się tak załatwiła? Smarkasz od tygodnia.- stwierdził sarkastycznie. "To nie mógł być on. On by się tak nie zachował... chyba. Zaraz, czy on mnie obserwuje od tygodnia?!"
-Interesuje cię to, jak się pochorowałam?- spytałam. Oparłam się o murek i poprawiłam sobie szalik.
-Masz rację, nie.- wzruszył ramionami i zgasił papierosa. Złapał za swój plecak.
-Nie wyganiasz mnie stąd?- zdziwiłam się. Dzisiaj, jak nigdy, Zayn nie kazał mi się wynosić z jego "oazy spokoju".
-Po co, skoro i tak stąd idę?- zapytał retorycznie. Odtrącił kilka gałązek wierzby, które pacnęły go po twarzy.
-Zayn?- zatrzymałam go na chwilę. Westchnął ciężko i odwrócił się z powrotem w moją stronę. "Zapytam go teraz. Muszę mieć pewność."- Za... za kogo byłeś przebrany? No wiesz, na tym balu?- uniósł brwi i uśmiechnął się złośliwie.
-Zgadnij. Według plotek, kogo ci najbardziej przypominam?- nie czekając na moją reakcję, przeszedł pod wierzbami i skręcił za róg szkoły. "Uraziłam go? Zaraz... Czy mnie to w ogóle obchodzi?" Wzięłam swoją torbę i wyjęłam chusteczki. "No właśnie w tym problem, że obchodzi. I to bardzo. Bo to chyba on. Chyba."
Ze zrezygnowaniem powlokłam się z powrotem do szkoły. Schowałam kurtkę i szalik do szafki i poczłapałam pod salę chemiczną. Zauważyłam siedzącego na podłodze koło drzwi Nialla. "A gdyby tak... dla pewności... spytać jego najlepszego przyjaciela?" Podeszłam do chłopaka i klapnęłam na podłogę obok.
-Cześć, Niall.- uśmiechnął się, ale nie podniósł głowy znad książki.- Czy ja dobrze widzę, czy nauka chemii cię wciągnęła?- zażartowałam. Horan westchnął i odchylił głowę do tyłu. Oparł się wygodniej o ścianę i przymknął oczy.
-Nie.- odpowiedział.- Po prostu mam popieprzony dzień.
-To znaczy?- wyjęłam z torby zeszyt. Wypadałoby coś powtórzyć przed lekcją, której się nie lubiło.
-To znaczy, że jest piątek, a zamiast pójść gdzieś z kumplami, będę musiał zapierdzielać do auli na karne zajęcia teatralne Hollinsa za to, co zrobiliśmy na balu. Oprócz tego, moja dziewczyna na tym samym balu mnie zdradziła. W sumie... To nawet nie jest tragedia, bo jest bardzo prawdopodobne, że byłem z nią tylko dla seksu, ale mimo wszystko... Była dla mnie ważna. No i ja też nie jestem bez winy, bo na tym samym balu całowałem się z tak zarąbistą laską, że aż szkoda gadać.- znowu westchnął i spojrzał na mnie.- Najgorsze jest to, że nie mogę wyrzucić tej dziewczyny z głowy. To musi być jakaś ostra sztuka, wyglądała zajebiście w tym czarnym obcisłym kostiumie i z tymi kocimi uszami... I chyba jest blondynką, bo spod maski wystawał jej jasny kosmyk włosów. A mówiłem ci, że lubię blond.
-To dlatego farbujesz włosy?- zaśmiałam się czochrając go po grzywce. Nagle coś mnie tknęło. "Chwila, moment... Czarny obcisły kostium? Kocie uszy? Jasny kosmyk pod maską? O ja nie mogę..."- Niall, za kogo była przebrana ta dziewczyna?- zapytałam szybko. Zmarszczył brwi.
-No, za Kobietę Kota, przecież mówię.- wstrzymałam oddech. "Nikt inny nie miał takiego przebrania! Scarlett, nie musisz organizować konkursu z całowaniem..." Muszę ją szybko znaleźć. Wstałam energicznie.
-Popilnujesz mi torby? Jakby przyszedł nauczyciel, to wnieś mi ją do sali, i tak razem siedzimy.- skinął głową. Popędziłam korytarzem w stronę stołówki. "Scarlett, bądź tam, gdzie cię zostawiłam!" błagałam ją telepatycznie. Chyba mi się udało, bo wpadłam na nią przed drzwiami kafeterii.
-Jen!- złapała równowagę po zderzeniu.- Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.- powiedziała niepewnie.
-Scar... wiem... kto... jest... twoim wampirem...- wydyszałam, opierając ręce na kolanach.
-Naprawdę?- ucieszyła się dziewczyna.- Skąd wiesz? Ciacho? Rozmawiałaś z nim? Też się we mnie zakochał?- uniosłam dłoń, żeby przerwać jej słowotok.
-Po pierwsze. Też? Zakochałaś się?- Scarlett wzruszyła ramionami. Machnęłam ręką.- Mniejsza o to. Po drugie, ciacho, i to niezłe. Po trzecie, tak rozmawiałam z nim. Opisał dokładnie ciebie. Po... któreś tam, to jest...- wzięłam głęboki wdech.-... Niall Horan.
Scarlett najpierw się uśmiechała, słuchając mojego opisu jej wampira. Gdy wymieniłam imię Nialla, otworzyła szeroko usta ze zdumienia. Nagle zbladła.
-Chcesz powiedzieć, że tańczyłam, gadałam, żartowałam i CAŁOWAŁAM SIĘ z Horanem?! Jaja sobie robisz?!- wydawała się być załamana. Nie rozumiałam jej reakcji.
-Ale... Scarlett...- dziewczyna odsunęła się ode mnie, kręcąc głową.
-To jest niemożliwe, rozumiesz! Masz mu nie mówić, że to ja! To nie może być prawda!- krzyknęła rozpaczliwie i szybkim krokiem skierowała się do łazienki. Zmarszczyłam brwi, próbując sobie to poukładać. Reakcja mojej przyjaciółki była co najmniej dziwna. "Co się stało? Dlaczego prawie się rozpłakała? Między nimi musiało coś być... kiedyś." Wolnym krokiem zawróciłam do sali chemicznej. Stanęłam pod nią akurat, gdy zadzwonił dzwonek. Niall podniósł się z podłogi i podał mi moją torbę.
-Gdzieś ty uciekła?- zapytał, zarzucając plecak na ramię.
-Musiałam coś załatwić.- odpowiedziałam wymijająco. Przypomniałam sobie, o co miałam go zapytać.- Niall?
-Co tam?- szukał zawzięcie czegoś między kartkami podręcznika.
-Wiesz może, kto był przebrany za Diabła na imprezie?- spytałam niby obojętnie. Zerknął na mnie kątem oka.
-Zayn. Sam mu doradzałem. A co?- przypatrywał mi się podejrzliwie.
-Nic.- wzruszyłam ramionami. Próbowałam udawać niewzruszoną, ale w środku wszystko się we mnie kotłowało. "A jednak, a jednak..."- Mignął mi ktoś tak przebrany w tłumie. Ciekawy pomysł.
-Oryginalny.- zaśmiał się Niall. "Mnie jest nie bardzo do śmiechu..."- Chyba nie było nikogo tak przebranego. Mi się nie chciało nic takiego wymyślać. Wampirek starczył.- na horyzoncie pojawiła się facetka od chemii i po otwarciu drzwi przez nauczyciela weszliśmy do klasy. Miałam istny mętlik w głowie. "Jak to możliwe, że spędziłam miły, podkreślam MIŁY, wieczór z Zaynem Malikiem, tańczyłam z nim i na dodatek go pocałowałam? To po prostu jakaś paranoja."




-Witam piękne panie!- uśmiechnąłem się do Jess i Caitlyn, stojących pod szkołą i popalających papierosy.
-Cześć, Hazz.- Jessica wypuściła dym prosto na mnie.- Co chcesz?
-Ciebie, złotko.- objąłem ją ramieniem i sięgnąłem po jej papierosa. Odepchnęła mnie łokciem i wsadziła peta między zęby.
-Bez jaj.- wywróciła oczami.- Harry Styles jeszcze się nie znudził po ostrej jeździe w toalecie podczas balu? Zwykle jeden raz ci wystarczył, żeby olać jakąś laskę.
-Jakoś tak wyszło, że się nie znudziłaś.- wyjąłem paczkę papierosów z kieszeni i podpaliłem jednego. "Od razu lepiej..." Zaciągnąłem się dymem i wypuściłem go do góry.- Słyszałem, że Horan z tobą zerwał.
-Jakoś tak wyszło.- przedrzeźniała mnie.- Może to i lepiej. Mam już inne ciacho na oku.
-Kogo?- zaśmiałem się pod nosem. "Szybka jest."
-Taki Gabe, informatyk. Warto by go sprawdzić.- puściła mi oczko.
-A ty, Caitlyn? Co tak nic nie mówisz?- trąciłem dziewczynę łokciem. Posłała mi mordercze spojrzenie.- Wow, spokojnie. Nie zabijaj.- odsunąłem się od niej.- Ty z kolei cierpisz z powodu faceta, tak?
-Malik mi za to zapłaci.- warknęła.- Potraktował mnie jak totalnego śmiecia, jak zabawkę, którą można odstawić na półkę, jak się znudzi. Gnojek jebany.- syknęła i gwałtownym ruchem zgasiła papierosa.
-Chcesz się na nim zemścić?- skinęła głową, nie patrząc w moim kierunku.- A nie wolisz załatwić laski, która mu się spodobała?- rzuciła mi badawcze spojrzenie.
-Zayn się zabujał w jakiejś dziewczynie?- przytaknąłem dmuchając dymem w jej twarz. Niecierpliwym gestem odgoniła szarą chmurkę.
-Kim ona jest?
-Kimś, kogo w życiu nie uda mi się przelecieć. A szkoda.- westchnąłem z udanym żalem. Zgasiłem peta.- Pomożesz mi ich pogrążyć?- zapytałem poważnym tonem. Caitlyn wymieniła spojrzenia z Jessicą i skinęła głową z zadowoleniem.
-Kiedy?
-Za jakiś czas. Najpierw musimy się przygotować.- uśmiechnąłem się krzywo. "Aniołek i Diabełek staną się pośmiewiskiem całej szkoły. Zero życia w grupie. I o to właśnie chodzi."



______________________________________________
I mamy kolejny rozdział :) jesteście happy? ;D

Pisało mi się go strasznie opornie, jakoś słaba wena... Potrzebuję doładowania. M&M'sy orzechowe, strzeżcie się! xD następnego spodziewajcie się w kolejną niedzielę ^^

Dziękuję za komentarze i obserwacje :* zapraszam też na "Everything's gonna be all right...", gdzie 18 września ukaże się epilog... szkoda, łezka w oku się kręci ;(

Pozdrawia was zmęczona, ale zadowolona, że się wyrobiła...
Roxanne xD

niedziela, 7 września 2014

CHAPTER 8: Little WHITE Dress just walked into the room...

-Matko, Scarlett...- jęknęłam, gdy kolejny raz pociągnęła mnie za włosy.- Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała załatwić sobie perukę!
-Siedź cicho, prawie skończyłam...- mruknęła pod nosem odkładając lokówkę na bok.- Jeszcze tylko wsuwki... I tu podepniemy...- robiła to już tysięczny raz. "Jedna fryzura za bardzo wydłuża twarz, druga nie pasuje, trzecia kompletne dno, czwarta przypomina irokeza, a do tego kostiumu to raczej nie... Masakra, umieram, ratunku!!!" Nawet nie pokazała mi w całości, za co mam być przebrana, tylko wyciągnęła z torby sukienkę. "To niespodzianka!" przedrzeźniałam ją w duchu.- Iiii.... Gotowe!- wykrzyknęła i odwróciła fotel w stronę lustra. Zerknęłam w nie niechętnie, ale to, co zobaczyłam... "Wow... Po prostu... WOW!" Brązowe włosy były upięte w górze niewidocznymi wsuwkami w starym, oldschool'owym stylu, z tyłu spływały na ramiona i plecy tworząc piękną falę francuskich loków.
-No... powiem ci, że jeszcze nigdy tak nie wyglądałam.- wykrztusiłam patrząc na swoje odbicie. Scarlett klasnęła w ręce i porwała z szafki lakier do włosów.
-Trzeba to utrwalić.- stwierdziła i psiknęła na moje włosy kilka razy. Zaraz zaczęłam kasłać.
-Rany, ale siekiera.- "Nienawidzę lakierów do włosów, nienawidzę." Jedyny plus, że moje nieposłuszne kosmyki choć raz będą się trzymać jak należy.
-Okej, to teraz ja zrobię sobie fryzurę tak na szybko, a ty zakładaj sukienkę. Tylko błagam, nie popsuj makijażu ani włosów!- Scarlett stanęła przed lustrem i zaczęła upinać swoją blond fryzurę tak, żeby nic nie wysuwało się spod maski Kobiety Kota. Wzięłam rozłożoną na łóżku sukienkę i poszłam do łazienki. Szybko wsunęłam ją na siebie i pogładziłam biały lśniący materiał. Góra na cienkich krzyżujących się na plecach ramiączkach, dół rozszerzany, kończący się kilka centymetrów nad kolanami. W talii pasek z kokardą z przodu. "Olśniewająca... Nigdy jeszcze nie miałam na sobie tak pięknej sukienki." Przyjrzałam się uważnie, czy wszystko było w porządku. Nic nie odstawało, żaden włos się nie wysunął ze spinek, tusz do rzęs, cienie do powiek w odcieniach od granatu do srebra nie były rozmazane. Scarlett przytargała do mnie cały swój kosmetyczny arsenał i na nic się zdały moje protesty. Usta pociągnęła mi perłowym błyszczykiem i lekko pokryła różem policzki. Trzeba przyznać, że znała się na rzeczy. "W sumie... chyba zaczynam się cieszyć na ten bal." uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze.
-Jesteś gotowa?!- wrzasnęła Scarlett przez zamknięte drzwi.
-Idę!- odkrzyknęłam. Rzuciłam jeszcze jedno spojrzenie lustrzanej Jenny i wróciłam do pokoju. Na środku z ręką opartą na biodrze stała moja przyjaciółka w swoim zabójczym czarnym kostiumie. Na głowie maska z uszami jak u Hale Berry, gorset na szerokich ramiączkach, obcisłe skórzane spodnie, skórzane rękawiczki bez palców i zabójcze szpilki. "I znowu... WOW..."
-I jak?- zapytała uśmiechając się tajemniczo.
-Noo... Brak mi słów.- przyznałam.- Jak nie znajdziesz dziś żadnego faceta, to chyba tylko dlatego, że każdy jest ślepy.
-Dobra, dobra!- przerwała mi.- Ja jestem gotowa, ale trzeba jeszcze wykończyć ciebie.
-Wykończyć?- uniosłam brwi. "Co znowu?!"
-Oj, nie dosłownie...- mruknęła grzebiąc w torbie.- Mam!- wrzasnęła wyciągając białe sandały na obcasie. "Ona na serio chce mnie zabić. Przecież to ma z dwanaście centymetrów!"
-Chyba żartujesz.- popatrzyłam wymownie na buty.- Połamię w tym nogi.
-Nie marudź, tylko zakładaj.- zakomenderowała. Westchnęłam ciężko i zrzuciłam kapcie. Szybko zapięłam sandały i niepewnie zrobiłam kilka kroków. "Czuję się jak jakaś wieża..."- Wyglądasz zajebiście.- oznajmiła zadowolona Scarlett.- Jeszcze tylko dwie rzeczy...- podała mi maskę. Nałożyłam ją ostrożnie, a dziewczyna przymocowała cienką białą gumeczkę z tyłu do włosów maleńkimi wsuwkami.- A teraz stój prosto i się nie ruszaj. Ostatni element twojego przebrania.
Zrobiłam, co mi kazała. Scarlett zaczęła manipulować przy ramiączkach mojej sukienki. Poczułam niewielki ciężar na plecach, ale nie mogłam się odwrócić, żeby zobaczyć, jak to wygląda. Miałam pewne podejrzenia, co mam na sobie. Wreszcie Scarlett popchnęła mnie lekko w stronę lustra.
-Witam w świecie ludzi, Aniele.- szepnęła. Oszołomiona stałam i gapiłam się na swoje odbicie. Maska pokryta szorstkim białym materiałem i małymi kryształkami podkreślała umalowane oczy. Podobnie wykonane były średniej wielkości skrzydła. Odwróciłam się tyłem i wykręcając szyję oceniłam, czy skrzydełka nie odpadną. Biały drut był mocno wpięty w sukienkę i wyglądał raczej stabilnie. Stanęłam z powrotem przodem do lustra. Nie wierzyłam, że to ja. Po prostu nie poznawałam siebie. Uśmiechnęłam się do Scarlett.
-Skąd wiedziałaś, że to przebranie będzie idealne?
-Wystarczyło pomyśleć, jak masz na drugie imię, Angel.- odwzajemniła uśmiech.- A teraz zwijamy się, bo impreza zacznie się za dwadzieścia minut! Na szczęście masz blisko.
Zeszłyśmy ostrożnie po schodach. Scarlett ubierała się w swoją kurtkę, a ja zajrzałam jeszcze do gabinetu mojego brata.
-Jim?- podniósł wzrok znad jakiejś grubej książki i aż otworzył usta, gdy mnie zobaczył.- Podoba ci się?- okręciłam się wokół własnej osi prezentując strój w całości. Pokręcił głową z niedowierzaniem podchodząc bliżej.
-Jenny, wyglądasz wspaniale.- położył mi ręce na ramionach. Zaśmiał się cicho.- No, takie przebranie najlepiej dla ciebie pasuje.- przytulił mnie lekko.- Baw się dobrze.
-Jen?- w drzwiach stanęła Scarlett.- Musimy już iść.- Jim uniósł brwi widząc kostium dziewczyny pod rozpiętą kurtką.
-Nie za zimno ci będzie w tym wdzianku?- zakpił zakładając ręce na piersi. Scarlett prychnęła pod nosem.
-Wie ksiądz, ja jeszcze nie zamierzam iść do zakonu, więc się dziś zabawię.- odparowała ciągnąc mnie za rękę.- Na razie, niech się ksiądz trzyma.- pożegnała się pomagając mi założyć płaszcz. Z trudem powstrzymywałam śmiech, podobnie jak Jim.
-Cześć, braciszku.- wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy szybko chodnikiem w stronę szkoły. O dziwo, wcale nie było mi niewygodnie w tych butach. W ogóle nie czułam wysokości.
Do szkoły dotarłyśmy w dziesięć minut. Zostawiłyśmy kurtki w szafkach i skierowałyśmy się do sali gimnastycznej. Stanęłyśmy w progu oceniając wystrój. Jakieś ciemne draperie na ścianach, masa napełnionych helem błyszczących srebrnych, czarnych i złotych balonów pod sufitem, zwisające serpentyny, neonowe światła przesuwające się po tańczących... Oraz oczywiście dziesiątki lampionów z dyń, jakieś bezlistne drzewa pod ścianami. W końcu to przecież Halloween. "W sumie jest tak, jak na tych wszystkich filmach, gdzie odbywa się szkolny bal." pomyślałam idąc za Scarlett w stronę stołów.
-Hej, Danielle!- moja przyjaciółka zatrzymała się przy naszej znajomej. Tak jak zapowiadała, przebrała się za Pocahontas. Wyprostowała włosy, maskę miała namalowaną czerwoną farbą wprost na twarzy, beżowa sukienka z frędzlami była idealnie dopasowana do ciała.
-Scarlett, cześć!- przytuliła ją na powitanie.- Nie mów, że nie udało ci się przyciągnąć Jen!
-Dla Kobiety Kota nie ma rzeczy niemożliwych.- uśmiechnęła się zwycięsko i odsunęła się, by zaprezentować mnie Danielle.
-O my God... Jennifer, to ty?- Dan uśmiechnęła się lustrując mnie wzrokiem.- Wyglądasz genialnie!
-Dzisiaj nie Jennifer, a Angel.- mrugnęłam do niej. Zaczęła mi się udzielać atmosfera imprezy. W przebraniu czułam się pewna siebie, jak nigdy wcześniej. Nie, żebym była jakaś strasznie nieśmiała, po prostu... Strój Anioła dodawał mi skrzydeł. Dosłownie i w przenośni.
-Dan, skarbie, przyniosłem ci poncz, jak prosiłaś...- do naszej grupki dołączył Batman. "Pewnie Liam."- A kogo my tu mamy...- uśmiechnął się pod nosem.- Kobieta Kot, czyli chyba Scarlett.- dziewczyna skinęła kocią głową.- A Anioł to zapewne... Jen?!- wytrzeszczył oczy.
-Nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak dziwią.- wzruszyłam ramionami.
-Po prostu nikt się nie spodziewał się, że jednak przyjdziesz.- powiedziała El, która dosłownie przed sekundą do nas dołączyła.
-O przepraszam!- oburzył się Louis, który przyszedł razem ze swoją dziewczyną.- Ja wiedziałem, że nie opuści takiej imprezy. Sex, drugs and rock'n'roll!- wrzasnął na cały głos. Wybuchnęliśmy śmiechem. Lou miał włosy zaczesane w charakterystyczny dla Elvisa "kaczy kuper", miał na sobie skórzaną kurtkę z błyszczącym napisem "Presley" z tyłu i nisko spuszczone jeansy. "Przynajmniej dzięki kurtce, każdy będzie wiedział, za kogo się przebrał." pomyślałam. Dla lepszego efektu wyciągnął grzebień i przeczesał włosy jak John Travolta w "Grease". "Tak, nie ma wątpliwości. W razie co, ktoś go weźmie za Danny'ego Zuko". Eleanor miała na sobie krótką czarną asymetryczną sukienkę przypominającą Lady Gagę, włosy ułożone w jakby chmurę wokół głowy, czarne rękawiczki i czarne buty na wysokim obcasie. Razem z Lou tworzyli parę... wielopokoleniową? Istnieje takie określenie? Jeśli tak, to znakomicie do nich pasuje. Lata 50. plus XXI wiek. Ekstra połączenie.
-To co? Atakujemy parkiet!- krzyknęła Dan-Pocahontas i pociągnęła za sobą Liama, a raczej Batmana. Za nimi podążyli Lady Gaga i Elvis. Razem ze Scarlett obserwowałyśmy jak tańczą, ale zaraz moja przyjaciółka została porwana przez przystojnego blondwłosego wampira z twarzą zasłoniętą maską. "Czyli zostałam sama..." Stałam jeszcze przez chwilę przy stole patrząc na szalejące na środku pary. Księżniczka i raper, kolejna Lady Gaga, tym razem z wilkołakiem, dalej jakiś kwiatek z... kiblem?! "To trzeba mieć wyobraźnię, żeby się tak ubrać..." Przez parkiet przemknął jeszcze renifer, rycerz, baletnica, hipiska, wampirzyca, Napoleon Bonaparte, wiedźma, zając z wilkiem do kompletu, jak w tej rosyjskiej bajce, gdzieś pomykał czerwony kapturek, Superman, król, który zgubił królową, duch, szkielet, niedźwiedź... Nie widziałam więcej aniołów, więc uznałam to za plus. Może nie podbiję dziś parkietu, ale przynajmniej mam niepowtarzalny strój.
Znudzona samotnym staniem przy stole wyjęłam z małej lodówki puszkę Pepsi i skierowałam się w stronę oszklonego przejścia na boisko. Wszyscy siedzieli na sali, a jeśli ktoś miał ochotę zapalić lub w spokoju się napić czegoś mocniejszego, to korzystał z głównego wyjścia. Było mniej strzeżone przez nauczycieli. Otworzyłam drzwi. Było zimno, ale stwierdziłam, że wytrzymam bez kurtki. Usiadłam na barierce schodów prowadzących na boisko i pociągnęłam łyk Pepsi. "Z jednej strony fajnie, że tu przyszłam. Ale z drugiej... co, do cholery, mam robić, skoro nie powinnam tańczyć? Mam sterczeć tam przy stole z przyklejonym uśmiechem? Juz chyba wolę się upić... colą." pomyślałam i wzięłam kolejny łyk z puszki. Podniosłam głowę i spojrzałam w górę. Nie było wcale chmur, na niebie widać było dokładnie pojedyncze gwiazdy. Westchnęłam cicho i napiłam się jeszcze.
-Witaj, Aniele.




-To był idiotyczny pomysł, żebym tu przychodził.- warknąłem pod nosem w stronę swoich kumpli.
-Oj, daj spokój. Zabawisz się, znajdziesz sobie pannę na jedną noc...- Harry zarzucił rękę na moje ramię.- Patrz, Horan już wyhacza w tłumie laski dla nas.- wskazał na Nialla, który od dłuższej chwili gapił się stale w jedno miejsce. Podążyłem za jego wzrokiem i zobaczyłem dość... ciekawą grupkę. Lady Gaga, chyba Elvis Presley sądząc po napisie na bluzie, Batman, Kobieta Kot, chyba Indianka i Anioł. "Pewnie przyjaciele." pomyślałem zerkając ponownie na Niallera, który pożerał wzrokiem Anielicę. Lub Kobietę Kota. Nie wiem, jego spojrzenie lądowało gdzieś pośrodku.
-Wiesz, że taki nie jestem.- zrzuciłem z siebie rękę Hazzy.- To twoja działka, Zorro.- Styles ubrany na czarno, w pelerynie, masce i kapeluszu, z włosami zaczesanymi do tyłu, wyglądał jak Antonio Banderas z filmu "Legenda Zorro". Ale zachowywał się zupełnie inaczej. Natomiast Niall postawił na oklepany pomysł. Postawił włosy na żel, założył czerwone soczewki, mocno przypudrował twarz i wcisnął kły do paszczęki. Miał normalne ciuchy i chyba czuł się tu najswobodniej ze wszystkich. Ja natomiast... Cóż. Czułem się beznadziejnie. "Masakrycznie... piekielnie źle, to by chyba bardziej pasowało." Otóż moi wspaniali, zajebiści, powaleni koledzy postanowili wybrać mi przebranie i siłą zaciągnąć na imprezę. Już miałem dać im przywalić po zaprezentowaniu mi setnego kostiumu, gdy jeden strój przyciągnął moją uwagę. Mroczne ciuchy, czarna maska i rogi. Diabeł. Idealne dla mnie. I w sumie też powinienem czuć się spoko, bo jeansy, buty za kostkę, podkoszulek i czarna koszula na wierzch to ciuchy, które mógłbym założyć nawet na co dzień, ale jednak coś mi nie pasowało. Cała ta maskarada była do bani. Jeden z bardziej nie trafionych pomysłów dyrektorka. Po ostatnim balu naprawdę bym się nie obraził, gdyby przestali to organizować. Po cholerę imprezy, na których mamy się przebierać jak przedszkolaki i jeszcze nie dać się rozpoznać?! Na nieszczęście, nikt nie podzielał mojego zdania. Harry był zachwycony, że może poderwać jakieś nieznajome dziewczyny, które znacznie lepiej wyglądają w obcisłych kostiumach niż normalnych szkolnych ciuchach, a Niall... Nialler po prostu był pozytywną do porzygu osobą, której pasowało praktycznie wszystko.
-Jezu, jesteś takim ponurakiem, że aż szkoda gadać.- jęknął Styles.- Co nie, Horan?- trącił go łokciem, ale chłopak nie zareagował.- Niall. Nialler!- walnął go tak mocno, że nasz wampirek się zwinął.
-Co, kurde?- pomasował obolały bok i z powrotem patrzył w stronę tamtej grupki. Choć to chyba za dużo powiedziane... Przy stole stał tylko Anioł i Kobieta Kot.- Życzcie mi szczęścia, ta kotka musi być moja.- nie patrząc na nas przepchnął się przez tłum i za chwilę tańczył z seksowną dziewczyną. Aniołek został sam i przyglądał się swojej koleżance.
-Weź przykład z wampira, Szatanie!- Harry poklepał mnie po plecach i podążył wzrokiem za ubraną w kusą sukienkę piratką. "Czy to będzie jego panna na jedną noc? Znając życie, to tak."- Zorro zaraz uruchomi swojego Tornado. Trzymaj kciuki i nie stój jak ostatnia ciota pod tą ścianą, tylko się zabaw!- zniknął w tłumie szukając dziewczyny-pirata, która w chwili obecnej zaprzątała mu myśli. "Czyli zostałem sam..." rozejrzałem się ponuro po sali. Nie miałem ochoty tańczyć, wolałem w ciszy i spokoju się upić i tak zakończyć tę beznadziejną imprezę.
Ruszyłem w stronę szklanych drzwi prowadzących na boisko. Postanowiłem przesiedzieć bal w samotności w moim kąciku za wierzbami pod murem, a nie patrzeć jak inni się świetnie bawią beze mnie. Wyszedłem z budynku i nagle stanąłem gwałtownie wpatrując się przed siebie. Coś siedziało na poręczy. "Chyba raczej ktoś!" poprawiłem się w myślach. Zmrużyłem oczy wpatrując się w białą postać. "To anioł. TEN Anioł..." Od razu poznałem dziewczynę, która wcześniej stała przy stole z przekąskami. Czyżby nikt jej nie zaprosił do tańca? A może też nie miała ochoty na zabawę, tak jak ja? "Jest piękna... Bardzo piękna..." pomyślałem robiąc cichy krok w jej stronę. Długie ciemne loki spływały po jej plecach, tworząc czarny wzór na białych skrzydłach. Krótka sukienka pokazywała zabójcze nogi. W ręce trzymała puszkę Pepsi i gdyby nie to, już bym pomyślał, że jest prawdziwym aniołem, który dziwnym sposobem dostał się tu z nieba. "Zagadaj do niej! Ale już!!!" popędzałem w duchu sam siebie. W sumie, co mi szkodzi... Mam maskę, nie będzie wiedziała, że ja to ja i może choć raz jakaś laska nie będzie chciała dobrać się mi do spodni. "Choć raz? A Jennifer? Przecież ona raczej nie chc..." Miałem ochotę uderzyć sam siebie. "Zamknij się, Malik!" Podszedłem bliżej.
-Witaj, Aniele.- powiedziałem cicho. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę. Na twarzy miała białą maskę, która delikatnie migotała w świetle dochodzącym tu z sali. No tak. "Gdy siedziała bokiem, wydawała mi się piękna. Teraz, gdy jest odwrócona przodem do mnie, mogę powiedzieć, że nigdy nie widziałem takiej dziewczyny... A jak to serio jest prawdziwy anioł?!" pomyślałem i zaraz miałem ochotę walnąć głową o drzewo ze swojej głupoty.
-No, jasne. Diabeł. A już myślałam, że podejdzie do mnie kolejny wampir lub wilkołak. Albo, co gorsza, sedes.- uśmiechnęła się ironicznie. "Hmmm... A gdyby tak zabawić się, skoro już mam na sobie to przebranie? Bądź prawdziwym diabłem, Zayn."
-Wiesz, wysłałem wszystkich do roboty.- stanąłem na wprost niej.- Sam wolałem się zająć aniołkiem, który przypadkiem zabłąkał się na mój teren.
-Ach tak.- pokiwała głową wyraźnie rozbawiona. Odstawiła puszkę na barierkę obok siebie.- A skąd myśl, że się zagubiłam? Może przyszłam tu celowo?
-Na ziemię pod władzą Szatana? Nie sądzę.- uśmiechnąłem się lekko pod nosem.
-Zawsze mogę spróbować nawrócić jakieś grzeszne dusze.- odwzajemniła uśmiech.
-Nie uda ci się to.- pokręciłem głową. Serio, bawiłem się coraz lepiej.
-Oj, nie bądź taki pewny siebie.- zaśmiała się. "Cudownie się śmieje..."- Uważaj, bo ciebie też zmienię...
-No, to ci się na pewno nie uda.- usiadłem na barierce po przeciwnej stronie schodów.- Nie masz jakiegoś chłopaka-anioła, żeby z tobą zatańczył?- pytanie było pozornie niewinne. Tak naprawdę chciałem sprawdzić, czy nie mam zagrożenia w postaci jej faceta. "Na wszelki wypadek, nie chcę dostać w gębę za siedzenie z jego aniołkiem." tłumaczyłem się sam przed sobą.
-Niestety nie.- wzruszyła ramionami.- Żaden anioł ani tym bardziej archanioł nie chciał ze mną przyjść. A tak poważnie, to przyciągnęła mnie tu przyjaciółka.
-No proszę. Może stoimy po przeciwnych stronach, ale jednak coś nas łączy. Mnie też przyprowadzili tu kumple.
-Czyżbyś nie miał seksownej diablicy, która pomagałaby ci w wodzeniu ludzi na pokuszenie?- odbiła piłeczkę.
-Powiedzmy, że doskonale radzę sobie sam.- odpędziłem myśli o Caitlyn, która namolnie się do mnie przystawiała. Wczoraj powiedziałem jej, że ma sobie natychmiast dać spokój, bo nigdy przenigdy nie będziemy razem. Wkurwiła się na maksa, zwyzywała mnie i chciała spoliczkować, ale w porę się uchyliłem. Nie mam zamiaru się wiązać, a jeśli już, to na pewno nie z nią. "Caitlyn jest jak cholerny rzep, jak jakaś pijawka... Prędzej z tym Aniołem coś by wyszło..."- Jak masz na imię?- wypaliłem wcześniej, zanim pomyślałem. Popatrzyła na mnie zdziwiona.
-Obawiam się, że nie mogę ci powiedzieć.- puściła do mnie oczko.- Przebranie do czegoś zobowiązuje. Ty zresztą też byś mi pewnie nie zdradził, jak się nazywasz.- miała rację. Przypomniała mi się Jen, która uparcie starała się poznać moje imię. "W końcu się dowiedziała... Od Horana."
-I tu mnie masz.- przygryzłem wargę.- Nie powiedziałbym ci.
-No widzisz.- spojrzała triumfalnie.- Jednak do czegoś się przydaje to czytanie w myślach, którego mnie ostatnio uczyli w szkole dla aniołów- popatrzyliśmy na siebie i jednocześnie parsknęliśmy śmiechem. "Ja pierdolę... Kiedy ja się ostatnio śmiałem?"
-Dziwne, że ci się to udało. Zwykle nie udostępniam moich myśli innym. A zwłaszcza aniołom.
-Widocznie jestem silniejsza od ciebie.
-Oj, nie byłbym tego taki pewien.- pokręciłem głową cały czas się jej przyglądając.- Masz śliczny uśmiech.- powiedziałem i aż się przestraszyłem tych słów. Była zaskoczona, ale po chwili odzyskała równowagę.
-Czyżbyś próbował mnie uwieść? Ostrzegam, że ci się to nie uda.
-To Diabeł nie może już powiedzieć komplementu Aniołowi?- odpowiedziałem pytaniem obracając wszystko w żart.
-Wiesz, w pewnych kręgach piekielnych chyba uznaliby to za zdradę.- przyjęła moją taktykę i za chwilę znów się uśmiechała. "Kurwa, Malik, robisz się jak baba! Żeby rozczulać się nad czyimś uśmiechem? Ogarnij się, człowieku!!!"
-Nie zrobią tego, jeśli się nie wygadasz. Chyba Aniołowi nie wypada kablować.- wyszczerzyłem się zwycięsko. Przez chwilę siedziała cicho z otwartymi ustami, aż w końcu wybuchnęła śmiechem.
-No i zabrakło mi riposty! Masz na mnie zdecydowanie zły wpływ.
-Ha! Czyli jednak Anioł nie umie się przeciwstawić urokowi takiego Diabła jak ja!- puściłem jej oczko.
-No tak. Pycha, jeden z grzechów głównych. Znak rozpoznawczy wysłańców z piekieł.- stwierdziła odgarniając kosmyk włosów za ucho. "Sam wolałbym to zrobić... Co się ze mną dzieje, do diabła?!" Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Muzyka dobiegająca z sali ucichła, DJ włączył wolną melodię. Spojrzałem na Anioła. Dziewczyna siedziała wpatrzona w ziemię, jakby nad czymś intensywnie myślała.




Podobał mi się. Ogromnie. Czarne ubrania pasowały do jego ciemnych włosów i oczu, maska dodawała tajemniczości, a lekki zarost sprawiał, że wydawał się zabójczo przystojny. "Oczywiście bez przebrania mógłby być zupełnie nijaki." dodałam w myślach. Dziwnym trafem jego głos kogoś mi przypominał, ale nie miałam pojęcia, kogo. "Pewnie przypadkowo spotkanego na korytarzu ucznia... Nie myśl o tym!" Ale się złożyło. Żeby na imprezie spotkał się Anioł i Diabeł. "Zbieg okoliczności czy przeznaczenie?" Ciekawe, czy jego strój odzwierciedla charakter. Już po kilku minutach rozmowy z Szatanem zauważyłam, że jest inteligentny i ma poczucie humoru. Przynajmniej mogłam z nim pogadać i nie nudziłam się tak bardzo... Muzyka na sali zmieniła się na wolną, pewnie specjalnie dla zakochanych. "Chciałabym... żeby ktoś zatańczył ze mną do takiej piosenki. Ale nie przez grzeczność. Ktoś we mnie naprawdę zakochany." pomyślałam obserwując światła odbijające się na moich sandałach. Tylko że na tej imprezie to raczej niemożliwe. Mam żałobę, nie powinnam tańczyć. "Śmiechu warta ta twoja żałoba, skoro nosisz kolorowe ciuchy i łazisz na bale." zaśmiało się coś w mojej głowie. I mimo że powinnam się wkurzyć na siebie za takie myśli... to jednak było w tym chyba trochę racji.
Tak intensywnie się nad tym zastanawiałam, że nie zauważyłam, jak Diabeł zmienił miejsce i stanął tuż nade mną.
-Aniele...- powiedział cicho. Podniosłam głowę i napotkałam hipnotyzujące spojrzenie. "Ognisty, szatański wzrok..." Aż wstrzymałam oddech, kiedy wręcz palił mnie swoimi ciemnymi oczami.- Miałabyś ochotę zatańczyć?
-Nie...- jego spojrzenie automatycznie się zmieniło. Posmutniał czy się zdenerwował?- Przepraszam, ale nie tańczę.
-Mogę chociaż wiedzieć, czemu?- patrzył z powagą zaciskając ręce na końcach rozpiętej koszuli.
-Mam żałobę.- wyznałam cicho.- Nie powinnam tańczyć.
-Nie powinnaś też tu przychodzić w takim razie.- stwierdził obojętnie.
-Mówiłam, przyjaciółka mnie tu zaciągnęła.- powtórzyłam nie spuszczając go z oczu. Uniósł głowę w górę, popatrzył w niebo i... roześmiał się? "Powinien śmiać się częściej..." Sama nie wiem, czemu, ale pomyślałam w tym momencie o Zaynie. Chciałabym usłyszeć jego śmiech, zobaczyć, jak się uśmiecha...
-W takim razie, mój drogi Aniele...- powiedział Diabeł kpiąco.- Skoro to przyjaciółka cię zaciągnęła, to jest jej grzech, nie twój i nie musisz się martwić o swoje nieskalane sumienie. A teraz ja zaprowadzę cię do tańca i zmuszę, żebyś ze mną zatańczyła. I to będzie mój grzech, nie twój, więc dalej twoja duszyczka będzie należała do nieba, a moje i tak wyświechtane i brudne konto zostanie jeszcze bardziej utaplane w błocie. Pasuje?- wyciągnął do mnie rękę.
Patrzyłam mu prosto w oczy nie mogąc się zdecydować. "Pokrętna psychologia, nie ma co..." Przygryzłam wargę i spuściłam głowę. Czekał dalej na moją odpowiedź. "Cierpliwość chyba nie jest cechą piekielną... Zaraz się wkurzy." A co mi tam! Zatańczę z nim! Jedna piosenka, chyba nic się nie stanie. Zresztą... Nie umiałabym mu odmówić. Zeskoczyłam z barierki i wygładziłam sukienkę.
-Chodźmy.- uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił. Wziął mnie za rękę. Jego dłoń była ciepła i budząca zaufanie. "Zaufać Szatanowi... Trochę ryzykowne." Dotyk jego skóry wywołał we mnie dziwny dreszcz. "Ogarnij się, Jen..." Weszliśmy na salę. Większość uczniów była już podchmielona, a nauczyciele chyba udawali, że nic nie widzą. Diabeł pociągnął mnie na środek parkietu, czym wzbudziliśmy sensację wśród tańczących.
Z głośników popłynęła piosenka Eda Sheerana. Szatan wziął moje ręce i położył sobie na ramionach, a sam objął mnie w talii. Zaczęliśmy tańczyć, wolno poruszając się w rytm muzyki. "Wyobrażałaś sobie coś takiego? Na bank nie!" Chłopak bardzo dobrze tańczył. Chwycił mnie za rękę i delikatnie obrócił. Dół sukienki zawirował, skrzydła zafalowały. Znowu znalazłam się w jego ramionach, tylko że teraz obejmował mnie trochę mocniej. "I zupełnie mi to nie przeszkadzało." Ludzie wokół nas przestali zwracać uwagę na to, co robiliśmy. Oparłam ostrożnie głowę na jego ramieniu i zaciągnęłam się wspaniałym zapachem jego perfum. Przymknęłam oczy. "Cudowna chwila, oby się nie kończyła..." Piosenka zmieniła się na kolejną wolną. Poczułam, jak Diabeł delikatnie, jedną ręką, podnosi moją głowę. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nagle zatrzymał się i obiema rękami sięgnął do mojej maski. "O nie, nie. Nie zdejmiesz mi maski, chcę pozostać tajemnicza do końca." Delikatnie, ale stanowczo zatrzymałam jego dłonie swoimi. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i nagle on zaczął się pochylać w moją stronę. "Czerwony alarm! Czerwony alarm!" krzyczał głosik w mojej głowie, ale nie zwróciłam na niego uwagi.
Pocałował mnie. Jego ciepłe usta dotknęły moich, zadrżałam mimowolnie i odwzajemniłam pocałunek. Delikatnie przesunął językiem po mojej dolnej wardze, na co automatycznie rozchyliłam usta i pozwoliłam mu na więcej. Chciałam tego. Nigdy wcześniej się nie całowałam. Uważałam, że ten pierwszy pocałunek powinien być naprawdę wyjątkowy. "I taki jest!" Nagle dotarło do mnie, że przecież w ogóle nie znam tego gościa. Nie wiem, kim jest, nie wiem, czy kogoś ma i czy go właśnie w tej chwili nie zdradza. "Ty idiotko!" jęknęłam w duchu i odsunęłam od siebie chłopaka. Oderwaliśmy się od siebie ciężko oddychając.
-Ja... Ja muszę iść.- powiedziałam i szybko wtopiłam się w tłum zostawiając oszołomionego Diabła samego. "To chyba ty jesteś Diablicą, a przynajmniej w tej chwili!" szepnęła niezawodna w takich chwilach podświadomość. Poczułam, że mam ochotę się rozpłakać.



-Stary, to co?- podszedłem do kumpla stojącego jak kołek na środku sali.- Zaczynamy według planu?- zapytałem, ale on w ogóle nie reagował.- Zayn? Stary, ocknij się!- walnąłem go tak mocno jak na początku imprezy Nialla. Malik jęknął, gdy mój łokieć wbił się w jego brzuch. Spojrzał na mnie nieprzytomnie.
-Co się stało?- zapytał zduszonym głosem.
-Chyba ja się powinienem o to zapytać.- prychnąłem.- Stoisz jak słup soli na środku sali już od dłuższego czasu. Pomyślałbym, że zobaczyłeś nagle ducha albo super laska ci zwiała, ale...- Zayn nagle zbladł. Wyglądał, jakby na serio spostrzegł jakąś zjawę.- Stary, wszystko gra?
-Tak.- odpowiedział ostro. "Wow, spokojnie..."- Wszystko jest okej, idź po sprzęt.
-Jasne... To rozumiem.- zawahałem się chwilę, ale mrożące krew w żyłach spojrzenie Malika ekspresowo skierowało mnie do drzwi. Zgarnąłem jeszcze po drodze Horana, który obściskiwał się pod ścianą ze swoją kocicą. Próbował protestować, ale nie dałem mu nic powiedzieć. Przy drzwiach odwróciłem się jeszcze, żeby zobaczyć, czy z Zaynem na pewno w porządku. Trafiłem na moment, kiedy z całej siły ciskał swoją maskę na podłogę i zabijał ją płonącym spojrzeniem. "Wcielony diabeł... Lepszego przebrania nie mógł sobie wybrać."
-Nialler, leć do samochodu i przynoś, co trzeba. Ja ogarnę teren, żeby nikt nam nie przeszkodził.- wampir skinął głową i zniknął za zakrętem.
Stanąłem pod ścianą. Nikt nie przechodził korytarzem, wszyscy bawili się w najlepsze na sali. Nagle usłyszałem stukanie obcasów. "Laska na trzeciej." Od strony sali nadchodził Anioł. Ten sam, którego widzieliśmy wcześniej z kociakiem Nialla. Dziewczyna była nawet ładna, figurę miała niezłą, a te skrzydełka tylko dodawały jej uroku.
-Czyżbyś zabłądziła w drodze do nieba?- zapytałem, gdy mijała mnie patrząc pod nogi. Podniosła głowę i spojrzała na mnie dziwnie.- Mam ci pokazać, jak tam trafić?- poruszyłem brwiami zadając to dwuznaczne pytanie. Może i nie miałem czasu, ale chętnie bym sprawdził możliwości tego Aniołka. Moja piratka okazała się być dziewczyną Horana, Jessicą. Niestety, spostrzegliśmy to dopiero po fakcie, gdy wychodziliśmy z łazienki na drugim piętrze, ale weźmy pod uwagę, że w tym samym czasie nasz wampirek szalał z seksowną Kobietą Kot. "Oboje się zdradzili, czyli jest jeden do jednego. I nie ma w tym żadnej mojej winy."
-Bądź tak miły i zostaw mnie w spokoju.- odpowiedziała cicho. Przysunąłem się do niej. Zadrżała, gdy jedną ręką odsunąłem jej włosy z czoła.
-Daj mi dobry powód, żebym cię zostawił, kochanie.- szepnąłem jej do ucha. Zebrała się w sobie i z całej siły mnie odepchnęła.
-Spadaj szukać swojej Eleny, Zorro.- warknęła i zbierała się do odejścia, gdy zatrzymałem ją pytaniem:
-A ty może poszukasz swojego diabełka, co?- ona chyba miała coś na sumieniu. Inaczej nie zareagowałby tak gwałtownie. Stanęła jak wryta, spojrzała na mnie przerażona i nagle rzuciła się pędem na piętro w stronę szafek. Zmarszczyłem brwi i podążyłem za nią. Stanąłem w połowie schodów i zacząłem nasłuchiwać.
-Jen!- krzyknął ktoś, a ja zatrzymałem się raptownie. "Jen? Jen jak... Jennifer? TA Jennifer?" Przeskoczyłem cicho dwa stopnie i schyliłem się, żeby nie było mnie dobrze widać. Spojrzałem tuż nad podłogą i skupiłem wzrok na postaciach stojących bardzo blisko mojej szafki.
-Cześć.- odpowiedział Anioł. "Czyli to jest Jenny! Ta Jenny, którą od pierwszego września mam ochotę przelecieć! Znów mi się wymknęła..." Wyjęła z szafki płaszcz. Jej koleżanka zdjęła dziewczynie skrzydła i maskę. "Tak, to na pewno ona."
-Jak się bawiłaś?- zapytała Kobieta Kot. "O proszę, znalazłem też dziewczynę Horana." zaśmiałem się w duchu.
-Fajnie.- odparła krótko Jen otulając szyję szalikiem. "Ciekawe, jak tą szyję się całuje..." rozmarzyłem się i mało brakowało, a uleciałyby mi kolejne słowa z ich jakże interesującej rozmowy.
-... przystojny jak cholera, a jak całuje! Normalnie bym na niego nie poleciała, ale teraz... Zastanawiam się tylko, kto to może być, szkoda by było wypuścić takie ciacho z rąk. A ty? Z kim siedziałaś? Bo chyba nie byłaś cały czas sama...
-Z diabłem.- mruknęła Jen. "Chyba właśnie zamieniłem się w słup soli." Żałowałem, że nie mam takiego guzika "replay", żeby jeszcze raz odsłuchać, co powiedziała. "Z diabłem... Z diabłem... To mogła być przenośnia albo... Cholera, Malik sprzątnął mi laskę sprzed nosa!" 
-Ciekawe przebranie.- skomentowała kocica.- Nie wiesz, kto to?
-Nie.- to jeszcze jest nadzieja.
-I co? Zaszło coś?- dopytywała się zaciekawiona kotka. Dobrze, że to robiła, bo inaczej sam bym zaczął wrzeszczeć, żeby powiedziała coś więcej.
-Całowaliśmy się...- "Że co, kurwa?!!!" Zacisnąłem pięści z wściekłości, miałem wielką ochotę coś rozwalić. Przygryzłem wargę aż do krwi, bo poczułem jej metaliczny smak na końcu języka. Podekscytowany pisk kocicy wcale nie poprawił mi humoru, wręcz przeciwnie. "Malik nie ma do niej żadnych praw! Cały czas chodzi na nią obrażony, jakim cudem ją pocałował?!"
-CO?! Czemu nie mówisz od razu?! Chodź, idziemy do łazienki, bo muszę zdjąć tę maskę i zrobić siku, ale nie wymigasz się od raportu!- odeszły stukając obcasami w przeciwnym kierunku. Nie było sensu tu sterczeć. Zbiegłem po schodach głośno tupiąc. Byłem wkurwiony jak nigdy. Walnąłem z całej siły pięścią w ścianę i aż zawyłem z bólu. "Cholera jasna!!!"
-Hazz? Co ty, kurwa, wyprawiasz?- Niall postawił pudło na podłodze i założył ręce na piersi.- Stało się coś?
-NIC!!!- ryknąłem na cały głos.- Nic.- dodałem już normalnie.- Idziemy. Musimy ulepszyć tę imprezę.
Horan skinął głową i podniósł z powrotem pudełko. Ruszyłem za nim do sali rozcierając bolącą rękę. Musiałem się teraz z całej siły powstrzymać, żeby nie rzucić się z pięściami na Zayna. "Muszę coś wymyślić... Jeśli całowała się z nim, to nie uda mi się jej łatwo zdobyć. A skoro tak będzie, to nie pozwolę, by ją miał ktoś inny. A już na pewno nie Zayn Malik!"



__________________________________________________
I mamy następny rozdział :) tak wyobrażaliście sobie imprezę? ^^

Dla zainteresowanych: właśnie dodałam też 55 rozdział na "Everything's..." :P nieźle, dwa rozdziały w jeden dzień xD
Kolejny w następną niedzielę :D

Dziękuję za komentarze, obserwacje, zapraszam na Twittera i Aska =) i na dzisiaj to tyle, niestety nie mam czasu, żeby więcej napisać :*

Buziaki <3
Roxanne xD